20 listopada 2017

[5] Wróć do domu


Patrząc na prawdę


Siedzimy na moim łóżku. Razem z Fabianem patrzymy wszędzie, byle nie na siebie. Tak długo unikaliśmy poważnych rozmów, że teraz nie mamy pojęcia jak zacząć. Nie wiem czy potrafimy na spokojnie do wszystkiego podejść. Nasz związek opiera się na zapominaniu. Wybaczamy swoje potknięcia i idziemy dalej. A przynajmniej próbujemy. Teraz skończyło się udawanie, że wszystko jest w porządku. Obaj wiemy, że nie ma najmniejszego sensu uciekać przed problemami. Już dawno wygrały ten wyścig.

Pół godziny temu jedliśmy śniadanie, które Fabian przygotował. Wczoraj musiał zrobić zakupy, bo nie przypominam sobie, żebym miał w lodówce jajka oraz parę innych użytych produktów. To miłe. Wiedział, że będę miał pustki w lodówce i jeszcze zanim po mnie przyjechał na zajęcia, zrobił zakupy.

Zerkam na mężczyznę. Kolejny raz uderza mnie skala jego zmian. Tym razem nie jest jednak pozytywna. Oczy ma lekko podkrążone, ciało szczuplejsze, skórę poszarzałą. Ogólnie sprawia wrażenie osoby zmęczonej życiem.

— Czemu schudłeś? — pytam niemal szeptem. Dziwnie przerywać panującą wokół nas ciszę.

Fabian patrzy na mnie bez wyrazu. Wzrusza ramionami.

— Nie mogłem spać i jeść. Do tego w robocie było ciężej. Wiele rzeczy się złożyło.

— Przestałeś ćwiczyć?

— Nie. Ale zamiast trenować mięśnie to je spalałem.

— Czemu?

Wzdycha z wyraźną irytacją. Przeczesuje włosy i siada tak, by mi bez problemu patrzeć w twarz. Wygląda na bardziej zdeterminowanego niż jeszcze chwilę wcześniej.

— O tym chcemy rozmawiać? — pyta z nieukrywanym wyrzutem. — Nie odzywałeś się przez miesiąc! Jak mogłem się nie stresować?

— To czemu nie przyjechałeś?

— Miałem zapieprz w robocie. Dopiero teraz mogłem sobie pozwolić na wolne… A nawet musiałem. Coś ty sobie myślał biorąc jakieś świństwa w trakcie zajęć?!

Zaciskam usta i odwracam głowę. Wczoraj mnie poniosło. Mogłem naprawdę wiele stracić przez ten wygłup. Cieszę się z interwencji Przemka, a mimo to boli mnie, że Fabian przyjechał dopiero wtedy, gdy to on do niego zadzwonił. Ja nie raz prosiłem, by mnie odwiedził. Raz na pół roku robił to dla świętego spokoju, ale i tak miałem wrażenie, że nie jest mu to na rękę.

— Nie rozumiem — jęczę zaciskając dłonie na kolanach.

— Czego?

— Dlaczego nie chcesz tu ze mną być…

— Rozmawialiśmy już o tym setki razy. Co jeszcze mam powiedzieć?

— Nie wiem… Coś, co brzmiałoby sensownie. Jestem tym zmęczony. Wszystko co mówisz to wymówki wypowiedziane tylko po to, żeby zmydlić mi oczy. Nie wiem czy będę chciał zamieszkać u ciebie po studiach. A jeśli wybiorę pracę choćby tutaj, w tym mieście? Nadal będziemy w związku na odległość?

— Masz wybór, Kamil. Do niczego cię nie zmuszam.

— To żaden wybór! Chcę z tobą być, ale dlaczego mam się zgadzać wyłącznie na twoje warunki!? Nie możemy wypracować jakiegoś kompromisu? Czemu jesteś aż tak uparty!? O co w tym wszystkim chodzi?

Mężczyzna oddycha głębiej. Przez jego twarz przebiega cień niepewności.

— Okej… Zacznijmy może od początku — zaczyna. Chwyta mnie za rękę i nerwowo bawi się moimi palcami. — Powiem ci jak to wszystko wygląda z mojej perspektywy, a ty później powiesz swoją… Nie denerwuj się tylko. Zawsze chciałem dobrze. — Patrzy chwilę na moją twarz, doszukując się jakiejś reakcji, po czym kontynuuje: — Jak poszedłeś na studia byłem pewien, że się mną znudzisz. Znajdziesz sobie kogoś i z nim zostaniesz. Michał był jak spełnienie moich najgorszych myśli. To wtedy rozważałem przeprowadzkę… Ale jak wiesz, praca, siostra i moje obawy przed kolejnym poznawaniem okolicy, gdy już w swojej czułem się dobrze, wszystko utrudniały. Wtedy też udowodniłeś, że nadal chcesz mnie, nie jego. Pamiętasz naszą kłótnię? Byłem zdziwiony, o ile to dobre słowo. Byłem też przekonany, że poradzimy sobie z tym wszystkim. Po roku już wiedziałem, że się męczysz. Nam obu brakowało bliskości, a ty nie miałeś nikogo przy sobie… Wpadłem na głupi pomysł, żeby cię sprawdzić.

— Dlatego chciałeś otwartego związku? — pytam z niedowierzaniem.

— Tak. Bałem się też, że w końcu nie wytrzymasz i sam pójdziesz swoją drogą.

— Nie jestem jakimś napaleńcem! Potrafię się powstrzymać, Fabian — warczę. — Dlaczego myślisz o mnie tak źle? Byłeś moim pierwszym, nikogo więcej nie miałem!

— Myślałem, że będziesz chciał sprawdzić jak to jest z innymi…

— Bzdura! — Wyszarpuję dłoń z jego uścisku. Prawda jest taka, że pierwszy raz przespałem się z Michałem tylko dlatego, że byłem wściekły na Fabiana. To było zaraz po tym jak zdecydowaliśmy się na związek otwarty. Byłem zły, że wolał zaproponować to, niż zamieszkać ze mną. Jednocześnie nie chciałem wywierać na nim presji. Dlatego się zgodziłem. — Nie zwalaj swoich obaw na mnie. Nie mam z tym nic wspólnego. Nie dałem ci powodów, żebyś musiał się martwić.

— Nie dałeś — przytakuje. — Ale i tak się tego bałem…

— Czemu nigdy mi o tym nie powiedziałeś?

Wzrusza ramionami i odwraca twarz. Znów się zamyka, oddala ode mnie.

— Co było dalej? — zachęcam. Wiem, że i tak nie odpowie na tamto pytanie. Szczerze powiedziawszy powoli mam to gdzieś. Sam się o to prosi.

— Zgodziłeś się na ten układ i po pewnym czasie się zorientowałem, że z nim sypiasz… Byłem wkurzony jak nigdy. Ale nie mogłem mieć do ciebie pretensji.

Spuszczam głowę ze zrezygnowaniem. Nie ma sensu pytać dlaczego nie zerwał naszej umowy. Dlaczego nie przerwał tej szopki. Jedyne co mogłem teraz zrobić, to w milczeniu słuchać dalej. Fabian mówił z trudem, jakby coś w jego gardle blokowało słowa.

— W pierwszych latach częściej do ciebie wpadałem. Raz zastałem go u ciebie w mieszkaniu. To od tamtej pory nie chciałem przyjeżdżać. Nie chciałem widzieć go na oczy. Nie chciałem dowodów, że masz przy sobie kogoś, kto jest ci coraz bliższy, podczas gdy my się oddalaliśmy… — urywa nagle. — Prawie pięć lat. Nigdy nie byłem i chyba nigdy nie będę pewien czy jestem dla ciebie odpowiedni… W pewnym momencie zdecydowałem, że nie będę ingerował w twoje życie. Jeśli zechcesz ze mną być, ok. Ale jeśli nie… zostawię ci wolną drogę.

Nie wiem co odpowiedzieć. Nie sądziłem, że jest mnie aż tak bardzo niepewny. Zawsze musiałem mu udowadniać, że chcę naszego związku. Teraz czuję niechęć. Wiem, że mi nie ufa. Nigdy nie mówił mi o swoich obawach. Ukrywał je. Bił się z myślami, podczas gdy ja się dobrze bawiłem. Teoretycznie. Tak naprawdę i mnie to wszystko męczyło. Tylko nie byłem pewien co było przyczyną.

— Wychodzę na strasznego egoistę — zauważam. — Sypiałeś z kimś, kiedy ja pieprzyłem się z kim popadnie?

Mężczyzna krzywi się i kręci głową przecząco.

— Nikogo? Przez te pięć lat? — dopytuję. Chcę uzyskać odpowiedź słowną.

— Nie, Kamil.

— Kurwa, to dlaczego mnie na to pozwoliłeś?! — wybucham. Czuję się jak śmieć. Mam wyrzuty sumienia i świadomość, że Fabian cały czas podkładał się na baty, a ja tego nie widziałem. Nie chciałem widzieć. — Nie raz się zastanawiałem dlaczego nie powiesz czego ty oczekujesz! Zawsze było tylko to, czego ja chcę, co ja zdecyduję. Zwalałeś na mnie całą odpowiedzialność!

Zaciskam usta i wbijam w niego wściekły wzrok. Irytacja miesza się z uczuciem zniechęcenia. Mam dość. Nie chcę takiego związku, uświadamiam sobie. Nie chcę, by poświęcał się dla mnie w taki sposób. Łatwiej jest mu pozwolić, bym się z kimś pieprzył, niż przezwyciężyć lęk przed nowością. Naprawdę jestem mniej ważny od mieszkania? Przecież miasta tak wiele się nie różnią. Bez problemu mógłby odwiedzać Gośkę. Znalazłby pracę choćby i na mojej uczelni. Przy rzeźbach zawsze potrzeba silnych osób. Wystarczyłoby, żeby mnie posłuchał naprawdę. Zastanowił się. Kiedyś, gdy zaproponowałem mu owy pomysł, wyśmiał mnie. Nie wierzył, że mówię poważnie. Przypominają mi się słowa Michała, że ani to pieprzenie ani rozmowa. Miał rację. Kocham Fabiana… Ale czy nasz związek jest wart udręki? Nie taki jest przecież cel, a ten stan trwa już zbyt długo. I nie sądzę, żeby skończenie moich studiów coś zmieniło. Nie rozumiem. Niby jest okej, ale jednak dzieje się coś, czego nawet nie mogę nazwać. Coś nas niszczy. A ja mogę tylko bezradnie się przyglądać.

— Domyślałem się, że nie spałeś z nikim innym — mówię, patrząc mu w oczy poważnie. Widzę w nich smutek, który jest odbiciem mojego. — Odpychałem tą świadomość za każdym razem. Nie chciałem jej. Ale była. Wiedziałem, że nie jestem w porządku wobec ciebie. Czasem mnie to nawet cieszyło. — Zaciskam usta i odwracam twarz. — To nie ma sensu…

— Jeszcze parę miesięcy… — zaczyna mężczyzna i milknie, gdy zrywam się z miejsca.

— Nieprawda! Ty nigdy się nie zmienisz! I ja też!

— Nie chcę żebyś się zmieniał. — mówi niemal kurcząc się w sobie. — Chcę cię tylko w domu…

— Nie zamieszkam z tobą po magisterce — mówię tak spokojnym głosem na jaki w tej chwili mnie stać. — Nie w tym mieszkaniu, które masz teraz. Ty możesz znaleźć pracę wszędzie. Obojętnie gdzie wyjedziesz. I nie wmówisz mi, że jest inaczej. Ja zamierzam dopiero szukać swojego miejsca. Będziesz w stanie mi towarzyszyć?

Jego milczenie przedłuża się z minuty do wieczności. Jestem bezradny.

— Dobrze — mamroczę czując coraz większy ciężar na sercu. — Więc lepiej zakończmy to teraz… Nie ma sensu czekać i tylko ranić siebie nawzajem. Jeśli i tak nie mamy przyszłości…

— Kamil, to nie jest takie proste — przerywa mi.

— Owszem, jest. Chcę zwiedzać. Odkrywać. Imprezować z przyjaciółmi. Chcę móc porozmawiać z kimś o sztuce. O tym co robię, co tworzę — specjalnie przesadzam, żeby mu dopiec. Tak naprawdę nigdy nie wymagałem od niego wiedzy, jakichś górnolotnych rozmów. Chcę po prostu, żeby przy mnie był. — Z tobą nie mogę ani porozmawiać, ani… Ile razy się widzimy? Raz na miesiąc? Rzadziej? Nawet seksu z tobą nie mam!

Milknę, gdy zrywa się na równe nogi. Wygląda niczym zranione zwierze. Strach powoli zmienia się w agresję. Podchodzi do mnie i boleśnie chwyta za ramię drżącą dłonią. Jestem w szoku, że doprowadziłem go do takiego stanu pustymi słowami. Nie oponuję, gdy szarpie mną mocno.

— Może i nie mamy najlepszego związku, ale nie pozwolę ci sprowadzać go do tak błahych rzeczy — cedzi przez zęby.

— Błahych? — Unoszę brwi, jak głupiec chcąc go sprowokować jeszcze bardziej. Wycisnąć każdą emocje. Zmusić, żeby o mnie zawalczył. — Zadurzyłem się kiedyś w tobie jako szczeniak. Byłeś taki dorosły… Imponowałeś mi. A teraz stoisz w miejscu. Nie zamierzam skończyć jak ty…

Nie wiem co dostrzegam w jego twarzy. Odpycha mnie gwałtownie.

— Jeśli tak chcesz, dobrze — mówi stłumionym głosem. — Żegnaj.

Otwieram szeroko oczy. Nie takiej reakcji oczekiwałem. Całe moje ciało sprzeciwia się temu, czego doświadcza. Niewiele myśląc — ba, wcale nie myśląc — chwytam go za ramię, w momencie gdy odwraca się ode mnie z zamiarem odejścia. Nie wyrywa się tylko patrzy na mnie z irytacją i zaskoczeniem. Nie mam pojęcia co powiedzieć. Powinienem dać mu odejść. Tak byłoby lepiej. Przecież on się poddał… Po pięciu latach… Po paru złośliwie wypowiedzianych zdaniach. Puszczam go zdezorientowany i robię krok w tył.

— Nie rozumiem cię, Kamil — mówi wpatrując się we mnie, jakby chciał przewiercić na wylot, zajrzeć do mózgu i wydobyć odpowiednie informacje. — Totalnie nie rozumiem. Myślałem, że jesteś mądrym chłopakiem. — Znów się zbliża. Popycha mnie na ścianę. — Ale ty najpierw chcesz, żebym dał ci spokój, a później oczekujesz, że będę za tobą latał. Zdecyduj się w końcu. Nie siedzę w twojej głowie…

Jest tak blisko. Czuję jego zapach. Oddech na swojej skórze. Chcę go dotknąć i naprawdę ciężko jest mi się powstrzymać. Wiem, że to tylko wszystko skomplikuje.

— Czemu nigdy mi nie zabroniłeś spotykać się z Michałem? — szepczę drżącym głosem. — Czemu o mnie nie zawalczyłeś?

— Nie chciałeś tego — stwierdza kładąc mi dłoń na policzku. Nie ma w tym jednak czułości. — Straciłbym cię prędzej, gdybym coś chciał wymusić… Myślałem, że wszystko się jakoś ułoży, jeśli pozwolę ci decydować samemu. Miałem przynajmniej nadzieję. Ale nie we wszystkim potrafiłem się ugiąć. Mój dom jest jedną z nielicznych stałych, które w tej chwili mam…

Nie damy rady dojść do kompromisu, uświadamiam sobie. Obaj mamy swoje plany na życie, z których nie zamierzamy rezygnować. Jesteśmy na innych etapach. Z innymi doświadczeniami. Nasze drogi się mijają. Musimy się z tym pogodzić… Tylko jak? Przypominają mi się te wszystkie razy, gdy przyjaciele mówili mi, że powinienem to zakończyć. Może mieli rację? Nie potrafię myśleć przy nim racjonalnie. Być może ten jeden raz powinienem.

— Idź już — mówię zachrypniętym głosem. — To koniec.

Uświadamiam sobie, że płaczę. Łzy spływają po moich policzkach, zaczynam się trząść. Tak długo nie widziałem oczywistego. Teraz prawda dociera do mnie wraz z konsekwencjami. Powinienem wiedzieć wcześniej. Zorientować się, że ten związek już dawno się skończył. Przez długi czas szliśmy własnymi ścieżkami, które, owszem, znajdowały się w pobliżu, jednak z czasem zaczęły się rozwidlać, a my uparcie próbowaliśmy je naginać. Dłużej już się tak nie da. Chcę by zniknął i został przy mnie jednocześnie. Zbyt wiele sprzecznych i silnych emocji sprawia, że niemal popadam w histerię.

— Kamil…

Próbuje mnie przytulić, ale odpycham jego dłonie.

— Nie, Fabian. Zostaw mnie. Nie chcę…

Wtedy mnie całuje. Wpija się w moje wargi, gryzie je i jęczy coś niezrozumiale. Z początku nie reaguję zbyt mocno zaskoczony. Czuję potwierdzenie jego podniecenia na biodrze. Dotyka mnie niecierpliwie i wyczuwam w nim potrzebę, która mnie przeraża. Nie chcę się z nim kochać. Nie teraz. Próbuję go odepchnąć, a on przygniata moje ciało do ściany.

— Kurwa — sapię, gdy czuję spragnione usta na szyi. Łapie moje dłonie w żelazny uścisk uniemożliwiając mi próbę ucieczki. — Fabian, zostaw…

Przerywa i patrzy mi w oczy. Niestety wciąż ociera się o mnie biodrami.

— Ostatni raz… — niemal jęczy.

Widzę, że próbuje nad sobą zapanować. Mój strach i spięte ciało chyba go studzą. Przynajmniej na chwilę. Potem znów gryzie moją szyję, wydzierając ze mnie jęk. Drżę. Już sam nie wiem czy ze strachu czy pożądania. W końcu wyrywam dłonie i szarpię go w tył za włosy, by po sekundzie całować uchylone z zaskoczenia wargi. Chcę odzyskać kontrolę. Nie wiem, czy jest tego świadom, ale seks w ostatnim czasie stał się moim sposobem na radzenie sobie z rzeczywistością. Tylko z tego powodu jestem w stanie pozwolić mu na ten nagły atak. Z resztą chyba nawet nie miałbym wyjścia.

Wszystko dzieje się szybko. Fabian niemal zrywa z nas ubrania. Przyciska mnie do ściany coraz mocniej, o ile to możliwe i całuje gdzie tylko na daną chwilę ma ochotę. Przez moment poddaję się jego poczynaniom, ale szybko też wykorzystuję chwilę jego nieuwagi i popycham go w stronę łóżka. Siada na nim ciągnąc mnie na swoje kolana. Nie ma w nas czułości. Gryziemy się, drapiemy skórę, zgarniamy co tylko się da. Sapiemy jak po sprincie. Wykorzystujemy dla własnej przyjemności. Pożądanie przejmuje kontrolę. Gdy mężczyzna mnie pieprzy, czuję ból.

— Jesteś mój — warczy, a ja nie jestem w stanie oponować.

Nawet przy naszym pierwszym razie nie było tak nieprzyjemnie. Mimo to uczepiam się dyskomfortu jak tonący brzytwy. Chcę, żeby bolało i mam z tego satysfakcję. Potwierdzeniem jest silny orgazm, który sprawia, że niemal tracę świadomość. Zwijam się w pozycję embrionalną, gdy Fabian wyciąga ze mnie kutasa i zaczyna się ubierać. Czuję się jak śmieć.

— Spieprzaj — rzucam słabo. — Nie chcę cię widzieć.

Wychodzi. Ucieka. Tak jak powiedziałem, spieprza z mojego życia.

Zostaję sam w mieszkaniu. Nie wiem ile leżę bezmyślnie, ale gdy w końcu wstaję cały obolały, na dworze już dawno panuje zmrok. Próbuję powstrzymać łzy, które po odzyskaniu kontroli nad umysłem, chcą wylać się ze mnie strumieniami. Potrzebuję czyjejś obecności. Kogoś, komu mógłbym zaufać. Bezmyślnie znajduję spodnie i wyciągam z kieszeni komórkę. Kładę się spowrotem na łóżku i wybieram numer. Po paru sygnałach słyszę głos:

— Tak?

— Przyjedź do mnie… — mówię niemal niezrozumiale. Zaczynam płakać, przez co mój głos się załamuje. Wyłączam komórkę i rzucam ją w kąt pokoju. Olewam dźwięk dzwonka sygnalizującego, że Michał próbuje się znów ze mną skontaktować. Wtulam się w poduszkę i ryczę. Nie wiem czy cokolwiek z tego zrozumiał, ale mam to gdzieś.

***


Słyszę kroki w korytarzu i głosy należące do trzech osób. Mimo to nie przejmuję się, że leżę nagi na łóżku wyglądając jak ofiara gwałtu. Ci ludzie mogliby mnie okraść, a ja nie kiwnąłbym palcem. To by nic nie zmieniło. Nie wiem jak teraz ma wyglądać moje życie. To śmieszne, bo o ironio będę tylko mniej rozmawiał przez telefon. Tylko tym przejawiała się obecność Fabiana.

— O Boże! — krzyczy Kaśka z progu pomieszczenia.

— Kurwa — wtóruje jej Michał. — Nie wchodź tu. Ty też wyjdź. Zajmę się nim.

Słyszę dźwięk zamykanych drzwi i kroków w stronę łóżka.

— Kamil, słyszysz mnie? — Michał łapie mnie za ramię i odwraca ku sobie. — Co on ci, kurwa, zrobił?

Patrzę na niego zamglonym wzrokiem. Troska na jego twarzy jest aż nazbyt widoczna. Nie zasługuję na nią. Sam doprowadziłem do tego wszystkiego.

— Nic — mówię zachrypniętym głosem. — Nic mi nie zrobił… Po prostu…

— Krwawisz — przerywa mi.

— Chrzanić to…

Unosi brwi i wzdycha ciężko. Siada obok mnie. Jestem zaskoczony, że nie czuję się źle pokazując mu się tak… upodlony. Wiem, że nic nie stracę w jego oczach. Nie wiem jednak czy po prostu niżej się upaść nie da, czy serio mu ufam.

— Rozstaliśmy się… Już go nie zobaczę…

Znów zaczynam płakać. Jak już pozwoliłem sobie na słabość, trudniej jest nad sobą panować. Michał głaszcze moje ramię. Milczy. Trwa po prostu przy moim boku, daje mi czas. Daje mi obecność. On daje, uświadamiam sobie. Cały czas to robił.

— Nienawidzę siebie — szlocham. — Nienawidzę.

— Wiem — mówi. — To nasza specjalność, nie sądzisz?

Kładzie się obok nie zważając na mój bród i zapach seksu. Przytula mnie. To śmieszne jak jego drobne ciało może okazać mi się potrzebne.

— Teraz będzie już lepiej. Tylko lepiej — słyszę.

***


Michał pomaga mi się ogarnąć. Kiedy ja się kąpię, on wraca do Kasi i Przemka, którzy czekają w kuchni. Kazałem wyjaśnić im co się stało. Całe to zdarzenie ma jedną dobrą stronę. W końcu wiem, że nie jestem sam. Moi przyjaciele są nimi naprawdę. Dotąd byliśmy blisko, ale nigdy nie śmiałem oczekiwać, że pomogliby mi w jakiejś ciężkiej sytuacji. Z tą myślą myję się dokładnie, ubieram i idę do nich. Jest mi wstyd, że mnie takiego widzą.

Staję w progu i patrzę na trójkę przez chwilę. Szepcą coś do siebie, a naraz urywają nieco zaskoczeni moją obecnością.

— Kamil! — Kaśka zrywa się z miejsca i tuli mnie mocno. — Tak mi przykro — mówi z nosem w mojej koszuli.

— No już, bo znowu się rozryczę.

Próbuję się zaśmiać, ale przez ściśnięte gardło wychodzi z tego karykatura rozbawienia. Dziewczyna ciągnie mnie do stolika, więc siadam obok nich. Krępuję się nieco, ale rozluźnia mnie Michał, który posyła mi lekki uśmiech.

— Wybacz, że musimy o to zapytać — zaczyna Przemek. — Czy Fabian zrobił coś wbrew twojej woli?

— Nie…

Zaciskam usta i odwracam twarz. Czuję, że mam czerwone policzki. Nie raz widzieli jak całuję Michała. Często obmacywaliśmy się na ich oczach bez krępacji. Ale to było co innego, niż widok mnie nagiego ze spermą i krwią na dupie. Dopiero teraz żałuję, że nie ubrałem chociaż spodni przed ich przyjściem. W łazience dostrzegłem, że jestem cały w siniakach, podrapany. Do tego gwałtowna penetracja musiała mnie nieco uszkodzić. Pod prysznicem zmywałem z ud zakrzepłą krew. Nie boli jakoś mocno, więc sądzę, że to tylko jakieś drobne skaleczenie. Więcej strachu niż faktycznych szkód.

— Inaczej to wyglądało — wtrąca Kasia. — Znam cię…

— Nie — przerywam jej z irytacją. Teoretycznie nie zrobił nic wbrew mojej woli… — Nie zgwałcił mnie. Sam się podłożyłem, okej? Przestańcie drążyć.

Dziewczyna rzuca Michałowi spojrzenie, na co ten wzrusza ramionami. Nastaje pełna krępacji cisza. Chciałem mieć kogoś przy sobie, ale trzy osoby wydają mi się być tłumem w tej sytuacji. Trochę mnie to męczy.

— Nie musicie przy mnie siedzieć — mówię cichym głosem.

— Nie zostaniesz teraz sam — oburza się Michał.

— Chcę spać.

Garbię się mocno, podczas gdy moi przyjaciele wymieniają spojrzenia. W końcu Przemek podejmuje decyzję:

— To Michał zostań tu, a my z Kasią się zbieramy. Tylko nie ćpajcie nic… — rzuca gniewnym tonem.

— Mam dość wrażeń jak na jeden dzień — zauważam.

— Wiem. Wypocznij, ale jutro chcę cię widzieć na zajęciach. Masz pracę do dokończenia. Wczoraj zabezpieczyłem wszystko.

Para zebrała się, uściskała nas na pożegnanie po czym wyszła. Ja zaś wróciłem do łóżka. Położyłem się i wtuliłem twarz w pościel pachnącą jeszcze mną i Fabianem. Chciałem zniknąć. To przerażające jakie wahania nastrojów miałem w ciągu dwóch dni.

Jakiś czas później słyszę Michała i czuję jak przytula się do moich pleców.

— Kamil…

— Mhm?

Nie słysząc odpowiedzi odwracam się ku niemu. Zagryza wargę i wygląda jakby bił się z myślami.

— Co? — dopytuję.

— Nigdy nie pozwalałeś, żebym… — zacina się. — Och, po prostu chodzi o to, że nie wierzę, że pozwoliłbyś mu na przerżnięcie się i wyjście. W ogólnie nie wyobrażam sobie, że byłeś w związku tym na dole. Nawet jeśli wiem jak on wyglądał…

— Nie mamy… — przymykam na moment oczy. Nie chcę się kolejny raz rozpłakać. Oczy mnie już od tego bolą. — Nie mieliśmy z Fabianem ścisłych ról w łóżku. Jak akurat chcieliśmy, tak robiliśmy. Z resztą też potrzebuję się czasem odprężyć.

— Ale teraz… Z pewnością był wściekły.

— On… To nie tak… Kurwa, nie chcę o tym rozmawiać. — Odwracam głowę i wpatruję się w sufit. — Kiedyś prawie został zgwałcony. Nie zrobiłby mi krzywdy. Trochę trwało, nim przyzwyczaił się do mojego dotyku, a jeszcze więcej czasu pozbywał się odruchów obronnych. Zerwaliśmy, ale to nie oznacza, że się nienawidzimy… Nadal go kocham…

Chcę wierzyć, że nie zrobiłby mi krzywdy, gdybym powiedział nie. Muszę w to wierzyć. Gdyby było inaczej… Nie wiem czy potrafiłbym już komukolwiek zaufać.

Przegrywam ze łzami, które razem z uczuciami torują sobie drogę na zewnątrz. Michał łapie mnie za brodę i przyciąga ku sobie. Patrzy mi w oczy z dziwnym wyrazem twarzy, którego jeszcze u niego nie widziałem.

— Dobrze. Nie myśl już o tym — mówi i przybliża się do mnie z zamiarem złączenia naszych ust.

Odwracam głowę uniemożliwiając mu to.

— Sam zacząłeś — zbywam go. — Chcę spać.

Odwracam się i pozwalam powiekom opaść a łzom płynąć. Nie mogę sobie wyobrazić jak będzie wyglądał mój następny dzień.




17 listopada 2017

Powiewająca na wietrze

ja rozumiem
że ta flaga
mogła być obca
ale przecież
jest Polska
więc wytłumacz mi
mój rumaku
dlaczego widzę
białka
w twoich oczach



13 listopada 2017

[4] Wróć do domu


Słabość


Jako rzeźbiarz doskonale znam ludzkie ciało. Każda kość wystudiowana, mięsień zauważony, ścięgno zapamiętane. Anatomia jest dla mnie swoistą podstawą, ale i tak, tworząc pracę magisterską, nie raz prosiłem kolegów o pomoc. A to żeby pokazali swoje ramię albo pozwolili dotknąć pleców. Śmialiśmy się z tego. Jednocześnie byliśmy świadomi, że wcale nie było to głupie. Żałowałem wtedy mieszkania z dala od Fabiana. Ile bym dał, żeby móc bezkarnie obmacać taką górę mięśni, kiedy tylko potrzebuję. Z biegiem czasu, spędzając niezliczoną ilość czasu przy glinie, nauczyłem się zapamiętywać przedmioty poprzez dotyk. Niekiedy, gdy musiałem wyrzeźbić coś, co już istniało, najlepszym sposobem było zamknięcie oczu i zbadanie tego dłońmi. Dopiero później patrzyłem, obserwowałem każdą krawędź, wypukłość czy skos. Mój profesor śmiał się, że nadawałbym się na renowatora, bo potrafiłem stworzyć niemal identyczną kopię każdego zbadanego w ten sposób obiektu.

Czasem, gdy leżeliśmy z Fabianem w łóżku, przesuwałem dłońmi po jego piersi, liczyłem żebra, błądziłem po uwydatnionych mięśniach. Mężczyzna stał się moim wzorem, kalką, dzięki której mogłem rzeźbić tak realne postacie. W momentach, gdy badałem jego ciało, byłem poważny jak nigdy. Nie potrafiłem w tym wyłapać żadnego podtekstu seksualnego, bo to nie był już mój chłopak. Stawał się mięśniami, więzadłami, krwią płynącą w żyłach. Dopiero później mój umysł się przełączał, a Fabian znów był sobą. Te same mięśnie przyprawiały mnie o palpitację serca.

Brakuje mi takich chwil. Brakuje mi jego obecności. Te uczucia wracają do mnie jak bumerang. Nie mogę się od nich uwolnić. Jedyne on potrafiłoby je ukoić. Ale przecież przy nim też mi czegoś brakuje. Nie potrafię się pogodzić ze świadomością, że życie nie jest i nigdy nie będzie idealne. Że zawsze będzie coś, czego mogłoby być więcej. Czasem zastanawiam się czy nie składa się na to sama chęć życia. Z czegoś tak przyziemnego jak pazerność, chęć posiadania więcej, czucia mocniej, lepiej, przyjemniej.

Tylko jedno sprawia, że na moment jest mi dobrze ze sobą — seks. To on przenosi w zapomnienie każdą kłótnię, każde niedopowiedzenie. Tłumi uczucia, pozwala się wyżyć. Co prawda później, po samym fakcie nie jest już tak fajnie, ale to niewielka cena za uczucie spełnienia. Powoli uświadamiam sobie, jak bardzo płytki się stałem. Każde kolejne bezuczuciowe zbliżenie pozostawia po sobie coraz większą pustkę. Staję się znieczulony. Wszystko było dobrze, dopóty sobie tego nie uświadomiłem.

Za miesiąc kończę magisterkę. Powinienem właśnie pracować przy ostatniej rzeźbie. Nie robię tego. Chcę zapomnieć, że czas płynie. Nie chcę kończyć tych pierdolonych studiów, o których marzyłem całe życie. Zniszczyły mnie. Chociaż nie. Sam siebie niszczę. Pod płaszczem akceptacji i pogodzenia się ze sobą ukrywam najgorsze koszmary.

Posuwam Michała w kiblu. Chłopak jęczy pode mną głucho próbując tłumić odgłosy w dłoni zakrywającej usta. Dawno nie robiliśmy tego w miejscu publicznym. Odważyliśmy się na to dopiero po raz trzeci. Chłopak wrócił z tygodniowej nieobecności. Miał jakieś sprawy rodzinne. Nie drążyłem. Skupiam się jedynie na tym, jak obaj jesteśmy siebie spragnieni. Siebie – cóż za głupie słowo. Przecież już dawno się uprzedmiotowiliśmy. Od jakiegoś czasu nie potrafię sypiać z nikim innym, ale nawet z Michałem nie jest tak jak powinno. Tłumię to narkotykami, które coraz częściej bierzemy. Po nich czuję się lepiej. Mimo to, obejmując chłopaka nie jest mi dobrze. Nawet z zamkniętymi oczami nie potrafię udawać, że jego ciało nie jest wychudzone i nie niszczeje coraz bardziej. Obrzydza mnie, bo wiem, że wyglądam identycznie.

Po wszystkim poprawiamy ubrania. Śmiejąc się z nie wiadomo czego wychodzimy z łazienki. Pech chce, że wpadamy prosto na Przemka.

— Kamil! Wszędzie cię szukałem — warczy ze złością przyjaciel.

Przytrzymuje mnie bym nie upadł. Jego twarz wiruje niczym karuzela na placu zabaw, nie potrafię skupić na nim wzroku. Chyba mi niedobrze.

— Ćpaliście? — Patrzy na nas z niedowierzaniem. — Kurwa, nie możecie wytrzymać jeszcze miesiąca!? Wywalą was z budy jak się dowiedzą!

Wtedy to było takie zabawne. Michał skomentował coś o psie, a ja wybuchłem śmiechem i nazwałem go swoją suczką. Zmarszczone brwi Przemka, jego wściekły wzrok też były zabawne. Świat był piękny, kolorowy, tak bardzo ułożony. Niestety nie na długo. Mój wzrok błądzi gdzieś nad ramieniem wkurzonego przyjaciela. W końcu pada na osobę stojącą za nim. Zastygam jak gips w mojej rzeźbie – najpierw czuję uderzenie gorąca, następnie oblewa mnie zimny pot.

— Cześć — mówi Fabian grobowym głosem.

Muszę zamrugać. Przecieram twarz dłońmi, pozostawiając je na oczach. Nie chcę wracać do rzeczywistości. Nie wiem, czy sobie z nią poradzę. To halucynacje, wmawiam sobie. On nie może stać na korytarzu cholernego ASP. To niemożliwe! Ostatni raz widzieliśmy się półtora miesiąca temu! Nie przyjechałby do mnie. Nie on. Nie w tygodniu, gdy ma pracę.

— Ja do niego zadzwoniłem — wyjaśnia Przemek. Czuję, że puszcza moje ramię. — Ktoś ci musi, kurwa, przemówić do rozumu.

Nie mogę stać z zasłoniętymi oczami w nieskończoność. Pozwalam dłoniom opaść i chcąc nie chcąc spoglądam na Fabiana. Wygląda o wiele mizerniej niż ostatnio. Sporo schudł. Nie wiem dlaczego, ale w moim przyćmionym umyśle pojawiają się wyrzuty sumienia z tego powodu. A przecież nie zawiniłem. Prawda? Już dawno to coś pomiędzy nami powinno być skończone. Nie jesteśmy dla siebie. Dlaczego tak długo to do mnie docierało? Jak byłem młodszy, odpychał mnie. Teraz też nie zależało mu tak bardzo. Z pewnością mnie lubi i nie chce skrzywdzić, ale nic poza tym. Nie mamy kontaktu od miesiąca, a on przyjechał dopiero na prośbę mojego przyjaciela.

— Spierdalaj — warczę i odwracam się na pięcie.

Przechodzę parę metrów w stronę sali, gdzie mamy zajęcia. Przemek znów mnie łapie. Zaciska palce tak mocno, jakby chciał zmiażdżyć mi kości. Krzywię się z bólu.

— Gdzie! — Powstrzymywana złość w jego głosie jest aż nazbyt wyczuwalna. Niemal jak u rodzica, który syczy przez zęby. — Nigdzie nie idziesz! Z miejsca widać, że jesteś naćpany. Ty też! — zwraca się do Michała. — Obaj zjeżdżacie z zajęć.

— Nie będziesz mi mówił co mam robić!

Próbuję się wyrwać. Chłopak nie jest zbyt silny, więc wywiązuje się z tego szarpanina, którą ukróca dopiero Fabian. Łapie mnie w pasie. Zaciska dłoń na ustach, gdy zaczynam wrzeszczeć. Nie myślę o konsekwencjach. Wcale nie myślę.

— Zamknij się i chodź ze mną — warczy mi wprost do ucha.

Niemal wlecze mnie w stronę drzwi wyjściowych. Ostatnie, na co zwracam uwagę, to postać Michała skulona przy drzwiach łazienki. Oplata on dłońmi swoje kolana i kiwa się to w przód, to w tył. Już wiem, że przesadziliśmy. Pozwalam się wyprowadzić z budynku, wsadzić do samochodu. Później chyba tracę świadomość.

***

— Co brałeś? — słyszę na powitanie.

Leżę we własnym łóżku. Dookoła jednak nie widzę zwyczajowego bałaganu. Ubrania zniknęły, szafy pozamykane, rzeczy ułożone na półkach. Przesuwam po nich wzrokiem i dopiero po chwili patrzę na Fabiana, siedzącego obok mnie. Na jego twarzy widać złość połączoną z czymś łagodniejszym, jakby na kształt troski.

— Nie wiem — mówię słabo. — Michał coś zawsze załatwia…

— Serio, Kamil? Jak możesz być tak nieodpowiedzialny! Zasnąłeś na parę godzin, a jak chciałem cię obudzić to co najwyżej mamrotałeś jakieś bzdety i traciłeś przytomność! Już chciałem karetkę wzywać!

— To nie przez narkotyki — mamroczę.

— A przez co?!

— Nie wiem…

Klnie szpetnie, zrywając się z miejsca. Przez moment mam wrażenie, że wbije pięść w ścianę, ale w porę się uspokaja. Przesuwa dłońmi po twarzy. Zerka na mnie.

— Jadłeś coś?

Kręcę głową.

— Pewnie dlatego zrobiło ci się słabo. Mam nadzieję… Chociaż, kurwa, sam w to nie wierzę — mówiąc to znów siada na łóżku. — Jesteś uzależniony?

— Co?

— Od narkotyków. Jesteś od nich uzależniony?

— Nie! Co ci przyszło do głowy?

Unoszę się do pozycji siedzącej. Trochę kręci mi się w głowie, jak zwykle ostatnio, ale poza tym jest w miarę w porządku.

— Nie no, tak tylko — ironizuje. — To, że Przemek do mnie pisze prawie co drugi dzień, że się naćpałeś o niczym nie świadczy.

— Kapuje na mnie? — pytam z niedowierzaniem.

Fabian nie powinien mieć o mnie żadnych informacji.

— Nie odzywasz się do mnie od miesiąca…

— To cię usprawiedliwia od śledzenia mnie?! Powinieneś sam przyjechać! Zadzwonić… Nie wiem… Po prostu się zainteresować. Ale nie, ty wolisz dzwonić po moich kolegach!

— Dzwoniłem do ciebie.

— Pięć razy w pierwszym tygodniu!

— Mam się prosić o kontakt? — Unosi brwi. — Kamil, to tak nie działa.

— To w ogóle nie działa! — wrzeszczę.

Widzę jak jego twarz się zmienia. Wiem, że próbuje się powstrzymać, ale to i dla niego już zbyt wiele. Płacze. A raczej powstrzymuje się od płaczu. Odwraca się ode mnie. Chowa twarz w dłoniach. Nie sądziłem, że on pierwszy się złamie. Pięć lat bawimy się w bycie silnymi. Zamiast się nawzajem wspierać, tylko się obciążamy. Po raz pierwszy nie czuję u siebie mechanizmu obronnego. Nie chcę uciec, tylko przytulić go najmocniej jak potrafię.

Chcę zostać.

— Fabian…

Wtulam się w jego plecy. Czuję jak drży. Przez samą świadomość, że to przeze mnie jest mu tak źle, też zaczynam płakać. Po raz pierwszy od czasu, gdy go prawie zgwałcono, pozwalam sobie na tego typu emocje.

— Chodź tu — mówi, ciągnąc mnie na swoje kolana. — Bałem się o ciebie.

Gdy już na nich siadam, patrzy mi w oczy. Jego własne są zaczerwienione a policzki ma mokre. Przez ułamek sekundy mam ochotę się roześmiać. Ta scena jest absurdalna. Dwóch facetów ryczy. Dlaczego? Bo nie potrafią ułożyć sobie życia tak jak im pasuje?

— Przepraszam — mamroczę.

Nie spodziewałem się, że łzy mogą być tak bardzo oczyszczające. Zapomniałem już o ich właściwości. Wtulam się w ramiona mężczyzny. Obaj pozwalamy sobie na słabość. Nie mówimy nic. Nie znamy słów, które moglibyśmy wypowiedzieć.

***

Budzę się w ubraniu, otulony ramionami Fabiana. Chwilę chłonę jego ciepło, po czym wyplątuję się z uścisku i patrzę na zegarek. Jestem spóźniony na zajęcia, na pewno już się dzisiaj na nich nie pojawię. Jutro, w sobotę, gdy idę do pracy, miałbym o wiele poważniejsze konsekwencje swojej głupoty.

Wstaję z łóżka. Przyglądam się mężczyźnie. Na moje oko schudł około dziesięciu kilogramów. To bardzo wiele w jego przypadku. Dotychczas przybywało mu mięśni, szczególnie, gdy miał jakieś zmartwienia. Aż tak odchorowywał naszą rozłąkę czy coś jeszcze się działo? Nic nie wiem o jego problemach. Kiedy się obudzi, czeka nas poważna rozmowa. Nie możemy dłużej jej przekładać.

Słyszę dzwonek telefonu. Biorę go wychodząc do kuchni. Odbieram połączenie.

— Kamil, wszystko ok? — słyszę zachrypnięty głos Michała.

— Tak, a co?

— To co wczoraj wzięliśmy… To jakieś świństwo. Zatrułem się. Z tobą wszystko ok?

— Chyba przespałem najgorsze. Co wzięliśmy?

— Jakiś dopalacz. Nie wiem dokładnie. Kolega mi polecił.

Mój żołądek kurczy się gwałtownie. Cholera. Nie pytałem co biorę, Michał często wynajdywał coś nowego. Czasem źle się po tym czuliśmy, ale nigdy nie straciłem przytomności tak jak teraz. Już sam nie wiedziałem czy przyczyną było niedożywienie, czy dopalacz. Naprawdę wolałbym pierwszą opcję.

— Coś ci się dzieje? Jesteś sam? — pytam z niepokojem.

— Jestem u Kaśki. Wymiotowałem, ale teraz jest dobrze. A jak u ciebie?

— Wiesz… Gdy spałem, Fabian nie mógł mnie obudzić. Chyba straciłem przytomność… Teraz czuję się ok. Cholera! Michał, nie możesz brać byle czego od przypadkowych osób.

— Gościu był zaufany…

— Skąd go znasz?

— Chodziliśmy razem do gimnazjum.

— Jezu, Michał… — westchnąłem. — To handlarz. Nie ważne, że znasz go ze szkoły. Ja pierdole, wziąłem te świństwo od ciebie ot tak!

— Sorry, no…

Oparłem się o blat i rozejrzałem zmęczonym wzrokiem po kuchni. Aż otworzyłem usta ze zdziwienia. Dopiero teraz spostrzegłem, że i tu zostało posprzątane. Jestem ciekaw jak wygląda w łazience.

— Jest z tobą Fabian? — Michał przerwał moje oględziny.

— Tak.

— Kiedy wyjeżdża?

— A co? — parskam ni z rozbawieniem ni opryskliwie.

— Jak nie chcesz, nie mów. Nie odzywałeś się do niego od miesiąca. Myślałem, że jesteś zły czy coś…

— Jestem, ale nie zamierzam go wyganiać. Musimy coś sobie wyjaśnić…

— Ta. Zróbcie w końcu porządek z tym swoim pseudo związkiem.

— Nie twoja sprawa.

— Wmawiaj sobie.

Zaciskam usta w wąską linię. Od jakiegoś czasu przestaliśmy się sprzeczać o mojego chłopaka. Michał zrobił się ofensywny. Po prostu korzystał z chwil ze mną. Nie pozwalał mi tylko wmawiać sobie i jemu, że nic nas nie łączy. W końcu musiałem przyznać mu rację. W pewnym momencie stał mi się bliższy niż Fabian. Dzieliłem z nim myśli, nie raz łóżko. Jednak nie była to zdrowa relacja. Opierała się na braniu, nie dawaniu. Momentami tylko mieliśmy przebłyski czułości.

— Przepraszam — szepczę.

— Pierdol się. Jakby ci było naprawdę przykro, zakończyłbyś tę farsę.

— Nie potrafię.

— Wiem — wzdycha. — Idź do niego. Porozmawiajcie w końcu szczerze. Nie zamierzam patrzeć jak się miotasz.

— Dzięki… — wymamrotałem znów czując, że do oczu napływają mi łzy.

— Ta. Do zobaczenia.

— Pa.

Odkładam komórkę na blat, obejmuję się rękami. Dlaczego wszystko musi być takie trudne? Dlaczego nie mogę zrozumieć własnych uczuć?

— Z Michałem rozmawiałeś?

Drgam nerwowo, słysząc Fabiana z korytarza. Mężczyzna wchodzi do kuchni i przystaje przede mną ze smutną miną.

— Musimy…

— Coś mu jest po wczorajszym? — przerywa mi.

— Wymiotował, ale teraz jest dobrze.

— Może pojedziemy do szpitala? Przebadaliby cię — proponuje, ale widać, że sam nie jest do tego przekonany.

— Nie. Chcę zostać. Fabian, musimy pogadać…

Kiwa głową, mimo to idzie do lodówki wyciągając jajka, których jeszcze wczoraj tam nie było. Nie mam pojęcia, kiedy zdążył zrobić zakupy.

— Najpierw jedzenie. Wyglądasz jakbyś miał się zaraz przewrócić — decyduje. — Siadaj. Ja się tym zajm.

Kiwam głową na zgodę. Przyda nam się chwila na zebranie myśli. Nie wiem, jak dzisiejszy dzień się zakończy. Tylko jednego jestem pewien. Musimy w końcu coś zdecydować.

6 listopada 2017

[3] Wróć do domu

Jeszcze raz dziękuję za Wasze komentarze.
Przypominam, że jeśli nie chcecie czekać na kolejny rozdział, to całość Wróć do domu można zakupić na beezar.
Pozdrawiam i zapraszam do czytania :)
_______________________________

Na rodzinnych torach



W niedzielny poranek budzą mnie pocałunki. Wzdycham, czując dłoń na kroczu masującą mnie wprawnie. Nadstawiam się do dotyku i powoli uchylam powieki. Wita mnie widok roześmianych oczu Fabiana. Już chcę powiedzieć coś w stylu nie ładnie dobierać się do bezbronnego, gdy łączy nasze usta, pozbawiając mnie tchu. Czuję uderzenie gorąca i obezwładniającą potrzebę. Przez chwilę nawet zastanawiam się, czy nie podał mi w jakiś sposób ecstasy. Ale świat jest normalny, moje myśli naturalne. Jedynie moje pożądanie szaleje, rozpalane jego dotykiem w strategicznych miejscach. Nikt nie działa na mnie tak jak on. Nikt nie poznał mojego ciała na tyle dobrze. Nikt się nie trudził, by doprowadzić mnie do szaleństwa samymi dłońmi albo językiem. Uwielbiam czuć pod palcami jego mięśnie. Rozkoszuję się zapachem, smakiem. Kocham dźwięki, które wydaje. Nawet oddech – urywany, potwierdzający potrzebę.

W ramionach Fabiana jestem kompletny. Nie potrzebuję dragów. Nie muszę nic mówić czy robić. Mogę zaufać, poddać się. Stać jednym wielkim pragnieniem. Spełnieniem.

Pozostaję bierny. Po prostu leżę i pozwalam mu robić cokolwiek zechce. Z fascynacją obserwuję jak działa na niego sam mój widok i możliwość dotyku. Zawsze po dłuższej rozłące jest niezwykle wrażliwy i niewiele mu trzeba, by osiągnąć orgazm. Nie chce się jednak śpieszyć, więc zajmuje się przede wszystkim moją przyjemnością. Oto właśnie jeden z dowodów na jego lojalność wobec mnie. Mimowolnie go wyczekuję, bo oznacza, że dawno nikogo nie miał. Jednocześnie wolę o nim nie myśleć, bo dochodzę do zbyt problematycznych wniosków. Fabian być może wcale nie korzysta z naszego otwartego związku.

Boli, gdy się we mnie wsuwa. Z nikim innym nie lądowałem na dole. Nie z powodu dorobienia sobie jakiejś dziwnej idei, że tylko Fabian może mnie mieć. Po prostu nikomu innemu jeszcze na tyle nie zaufałem. Przed resztą świata jestem twardy, niepokonany, dominujący, nie dający na siebie wpływać. Przy moim chłopaku pozwalam sobie opuścić gardę. Nic by nie dało udawanie, ponieważ wie jaki jestem.

Po spełnieniu długo leżymy w swoich ramionach. Całujemy się leniwie, dotykamy. Fabian oddycha głęboko, spokojnie. Wtula się we mnie jakby z obawą, że mogę zniknąć. Nie rozmawiamy. Trwamy przy swoim boku, wyobrażając sobie, że tak było i będzie już zawsze.

W końcu jednak musimy wstać. Fabian co niedzielę chodzi do kościoła, a tym razem mam ochotę iść razem z nim. Ktoś inny siłą by mnie nie zaciągnął. Jemy wspólne śniadanie i szykujemy się do wyjścia. Gdyby spojrzeć na nas z boku, pominąć fakt trzymania ubrań w torbie oraz braku moich rzeczy na półkach, można by sądzić, że mieszkamy ze sobą od dawna. Nie potrzebujemy rozmawiać. Traktujemy swoje towarzystwo za normę. Nie muszę pytać co gdzie leży. Wiem po co w które miejsce sięgnąć. Nie przeszkadzamy sobie, wykonując poranne czynności. Wszystko zdaje się zazębiać, pasować.

Będąc już na mszy, zastanawiam się, dlaczego on nadal na nie chodzi. Nigdy nie bierze komunii świętej, chociaż wiem, że regularnie się spowiada. Nie chcę go o to pytać. Zapewne przy rozmowie nie zdołałbym się powstrzymać od podważania jego wiary. Nie mam prawa się wtrącać. Jeśli tego potrzebuje, dobrze.

Nudzę się niemiłosiernie. Nie zamierzam uczestniczyć w modlitwach, więc przez większość czasu kątem oka obserwuję go. Bardzo wczuwa się w śpiewanie. Wyłapuję przyjemny ton jego głosu, choć jest to trudne w takim tłumie. W końcu, chwilę po dwunastej, wychodzimy na świeże powietrze. Fabian łapie mnie za dłoń i uśmiecha szeroko. Jestem w szoku, że robi to przy ludziach, z którymi przed chwilą siedział w miejscu świętym. Ale przecież nie jesteśmy już na wsi, gdzie zaraz wszyscy by gadali. Tutaj mamy zapewnioną jako taką anonimowość. Czasem zdarza się kojarzyć kogoś z widzenia, ale nawet jeśli, nikt nie interesuje się drugim człowiekiem. Przynajmniej takie mam wrażenie. Tam, gdzie się wychowałem, każdy wiedział wszystko o wszystkich i wszystkim.

— Idziemy od razu do Gosi, czy chcesz jeszcze wpaść do jakiejś knajpy? — proponuje Fabian, uśmiechając się przy tym radośnie.

— No nie wiem… Gośka pewnie i tak coś zrobi na obiad. Stęskniłem się za nią.

— Czyli do niej.

Skręcamy w odpowiednią ulicę. Nadal trzymając się za ręce przemierzamy kolejne metry. Nie rozmawiamy, ale panuje przyjemna, rozluźniająca atmosfera. Gdybym szedł z którymś ze swoich znajomych, z pewnością buzia by nam się nie zamykała. Lubię w nich to, że gdybym wspominał jakiś wykład albo zachwycał się dziełem nowo poznanego artysty wiedzieliby o czym mówię. Zawsze mieli swoje zdanie. Mogliśmy dyskutować, spierać się, poznawać inne spojrzenie na daną rzecz. Rozwijaliśmy się w ten sposób. Michał w pewnym sensie ma rację. Z Fabianem mogę dzielić jedynie otaczający mnie świat. Możemy mówić o sprawach przyziemnych, codziennych, zwykłych. Nudnych jak choćby pogoda. Ale nie przeszkadza mi to. Fajnie móc się przy kimś rozluźnić, nie przejmować studiami, nauką i tym, co jeszcze powinienem umieć, wiedzieć, rozumieć, kojarzyć. Przy nim nie muszę się wysilać. Odpoczywam.

***

Pięć lat temu, zaraz po przyjeździe do miasta, Gośka spotkała Rafała. Może wydawać się to śmieszne i niespodziewane. W końcu halo, to kobieta, która przez tyle lat gniła na wsi, bo nie potrafiła ruszyć się z miejsca. Ale wbrew logice tych dwoje bardzo szybko się do siebie zbliżyło. Zabawnie było oglądać niezadowolenie Fabiana, który niemal cały czas był przeciwny ich związkowi. Dopiero później wszystko zwolniło. Od kiedy zostali parą, nigdzie się nie spieszyli. Po trzech latach zamieszkali razem. Mężczyzna był cierpliwy, nie poganiał jej w niczym i to właśnie sprawiło, że jednak uzyskał uznanie brata swojej dziewczyny. Gdzieś po drodze także dowiedział się o naszym związku. Z początku był zdziwiony – w końcu Fabian nie jest obrazem typowego geja – ale nigdy nie robił żadnych problemów. Szybko zyskaliśmy akceptację i po pewnym czasie czuliśmy się przy nim na tyle pewnie, że zachowywaliśmy się normalnie, jak para. Był jedną z pierwszych obcych osób, przy której sobie na to pozwoliliśmy. To dzięki niemu, między innymi, mieliśmy odwagę chwycić się za rękę, idąc ulicą.

Rafał odziedziczył po rodzicach domek jednorodzinny z dużym ogrodem. Wraz z Gosią żyli na dobrym poziomie. On był kierownikiem działu w Tesco, a ona niedługo po przyjeździe znalazła pracę jako kelnerka w restauracji. Co najmniej dwa razy w tygodniu odwiedzał ich Fabian – obowiązkowo w niedziele. Ja wpadałem rzadziej, ale i tak częściej bywałem u nich niż u swoich rodziców. Moja matka nie omieszkała mi tego wypominać za każdym razem. Utrzymywała kontakt z moim chłopakiem i jego siostrą. Wiedziała więc kiedy u nich przebywam.

Fabian otwiera bramkę. Przepuszcza mnie przodem, co kwituję rozbawionym prychnięciem, ale zaraz moją uwagę przykuwa otoczenie. Za każdym razem, kiedy tu przychodzę, zachwycają mnie kwiaty i ścieżka prowadząca do drzwi, wyłożona kamieniami. Wiem, że pomysłodawczynią była Gosia. Wiele zmieniła odkąd tu zamieszkała. Dzięki niej dom ożył i stał teraz w pełni swojej świetności.

Rafał musiał nas zauważyć przez okno, bo zanim jeszcze docieramy do drzwi, on pojawia się w progu ze swoim typowym, pełnym radości uśmiechem. Ma postawną sylwetkę, jest też dość niski. Ma specyficzną urodę, ale z miejsca sprawia wrażenie godnego zaufania.

— Kamil! Dawno cię nie widziałem — mówi radośnie. — Wejdźcie. Trafiliście w porę. Zaraz będzie obiad.

Robi krok w tył, by przepuścić nas w drzwiach. Omiatam wzrokiem wnętrze. Niedawno robili remont i teraz wszystko wygląda świeżo. Widać w tym kobiecą rękę. Ściągam buty, kurtkę i bez pytania idę do kuchni, gdzie spodziewam się zastać panią domu. Gosia stoi tyłem do mnie. Miesza coś w garnku, nucąc cicho. Parę sekund przyglądam się jej w milczeniu, ale w końcu nie wytrzymuję i chrząkam. Odwraca się ku mnie z pytaniem na twarzy. Nikt wcześniej jej nie poinformował, że przyjadę, więc mam okazję widzieć jej zszokowaną minę. Rzuca mi się na szyję i wtula mocno.

— O Boże! Kamil! — krzyczy tak głośno, że niemal głuchnę na jedno ucho. — Czemu nie powiedzieliście, że przyjedzie!? — zwraca się do mężczyzn, stojących w progu. — Ugotowałbym coś, żeby zabrał ze sobą!

— Nie trzeba — mówię szybko.

— Jasne, że trzeba! — Patrzy po mnie krytycznie. — Jesteś coraz bardziej chudy. Zastanawiam się tylko czy to przez twoje faktyczne braki w umiejętnościach kulinarnych, czy zwykłe lenistwo.

— A jedno i drugie nie może być?

Kobieta marszczy nos. Macha ręką jakby odganiała natrętną muchę. Mój wzrok na sekundę pada na pierścionek, zdobiący jej palec serdeczny prawej dłoni. Wiem, że lubi kolczyki i naszyjniki, ale dotąd nie nosiła nic na dłoniach.

— Zrujnujesz sobie zdrowie — beszta mnie.

— Pomóc ci? — wtrąca Rafał, pewnie wyczuwając zbliżający się monolog swojej ukochanej.

— Tak. Przygotuj stół. A wy zanieście to — rozkazuje, wskazując na miski z ziemniakami i sałatkami stojące na blacie.

Wykonujemy polecenie, po czym siadam z Fabianem na kanapie w salonie. Gospodarze na moment znikają w kuchni. Opieram się o mojego chłopaka, a on obejmuje mnie ramieniem.

— Widziałeś pierścionek? — szepczę do niego.

— Co?

— No na palcu twojej siostry. Miała go wcześniej?

Widząc jego zagubioną minę, śmieję się cicho. Jak może być tak mało spostrzegawczy? Jest skupiony na siostrze tak bardzo, że czasem nie zauważa oczywistych faktów. Jak to mówią – im bliżej stoisz tym mniej widzisz.

— Nie wiem. Myślisz, że to coś oznacza? — mówi po chwili zastanowienia.

— Jeśli tak, to mam nadzieję, że się dzisiaj dowiemy.

Urywam, gdy wchodzą do pokoju. Rafał stawia mięso na blacie. Siadamy do stołu. Jestem w niebie, mogąc zjeść kolejny porządny posiłek. Do tego jeszcze lepszy niż ten wczorajszy. Mimo wszystko uczeń nie przerósł mistrza.

— Jak tam na uczelni? — pyta Gosia. — Nałóż sobie jeszcze. Nie zabraknie.

— Nie, dzięki. A na uczelni dobrze. Jeszcze parę miesięcy i koniec.

— A co chcesz robić dalej? Masz jakąś pracę na oku?

Milknę na moment i aż przestaję przeżuwać. Zerkam na kobietę czy mówi serio. Oczekują ode mnie konkretnej odpowiedzi, a ja nie mam takiej. Nie wiem, co chcę robić. Na pewno coś przy rzeźbie. Może własna firma? Ale nie jestem pewien czy da się z tego wyżyć. Parę razy sprzedawałem swoje prace na allegro. Tylko to był dodatek pieniężny do tego, co miałem, nie starczyłoby na utrzymanie mieszkania i normalne życie. Michał miał ostatnio jakiś pomysł. Jak na razie w planach mam jedynie rozmowę z nim.

— Myślę jeszcze nad tym — odpowiadam w końcu.

— No ale coś musisz planować. Cokolwiek. Miałeś gdzieś praktyki?

— Ta — prycham — przy nagrobkach.

— O! Super. I to jest praca na przyszłość. To zawsze będzie potrzebne.

Patrzę na nią z lekkim niedowierzaniem. Naprawdę chciałaby, żebym projektował dla zmarłych? Ta dziedzina kamieniarki ciągnie kreatywność razem z trupami do grobu.

— To już wolę w renowacji robić — odpowiadam opryskliwie. Nie uważam tego za jakiś gorszy sort, ale wolałbym robić własne rzeczy niż odtwórcze.

— Daj mu spokój — wtrąca Fabian. — Ma jeszcze dużo czasu.

— Coraz mniej.

— Może po prostu nie chce zapeszać? — Patrzy na mnie z uśmiechem. — Nie wierzę, że nie ma żadnego pomysłu.

— Mam dużo. Ale nie wiem co wybiorę — podchwytuję. — Nie chcę o tym jeszcze rozmawiać.

— Jak chcecie… — wzdycha Gosia.

Po skończonym obiedzie odnosimy wszystko do kuchni i tym razem siadamy przy pustym stole. Zwykle gospodarze proponowali, żeby się gdzieś przejść. Często jechaliśmy połazić po sklepach albo po parku w ciepłe dni. Tym razem wymieniają nieco nerwowe spojrzenia i już wiem, że czeka nas poważna rozmowa. Być może moje przypuszczenia okażą się prawdą.

— Miałaś jeszcze powiedzieć o Adrianie — przypomina Rafał.

— Ach, tak. — Kobieta prostuje się bardziej i patrzy na brata. — Adrian z dzieciakami wyprowadza się do miasta. Zamieszkają dwie ulice stąd.

— Och, serio? Super! — Fabian ożywia się bardziej. — Kiedy?

— Nie wiem. Jakoś w następnym miesiącu. Coś takiego. Znaleźli kupca na ich działkę.

— Nareszcie!

— Kilka lat czekali — wtrącam. — Kto się na to zgodził?

— A nie wiem — odpowiada Gośka. — Jakiś rolnik z ambicjami. Wykupił też ziemie od paru innych osób.

— Może to ten sam, co od moich rodziców? W końcu pozbyli się pola.

— Pewnie tak.

Wszyscy cieszymy się z takiego obrotu sprawy. Rafał też nie ma rodziny, a dobrze mieć kogoś zaufanego w pobliżu. Odkąd Adrian wyszedł z odwyku, pozostawał w stałym kontakcie z Gośką i Fabianem. Od tamtego czasu urodziły mu się dwie córeczki. Chcąc im zapewnić lepszą przyszłość jakiś czas temu wpadł z żoną na pomysł, by przeprowadzić się do miasta. Niestety uniemożliwił mu to brak kupca na ziemię. Bez sprzedaży poprzedniej działki, nie mieliby szans spełnić marzenia o wyprowadzce.

— Ale to nie jedyna nowina — mówi kobieta zdecydowanym tonem. Łapią się z Rafałem za ręce. — Dobrze, że jesteście dzisiaj razem. Mamy wam coś do powiedzenia i czekaliśmy aż przyjedziesz, Kamil. Postanowiliśmy się pobrać — wyjaśnia bez owijania w bawełnę.

Mimo moich przypuszczeń otwieram usta zszokowany, nie sądziłem, że wyjadą z tym tak prosto z mostu. Uśmiecham się szeroko. Wstaję z miejsca i mocno ją przytulam.

— Gratulacje! Kiedy się zdecydowaliście? Widziałem pierścionek, ale nie chciałem nic mówić. Pokaż.

Łapię ją za dłoń i unoszę, by przyjrzeć się biżuterii. Nie posiada żadnych kamieniami. Złoto w strategicznym miejscu zwęża się i zawija jakby w plecionkę. Bardzo w stylu Gosi.

— Dwa tygodnie temu zadecydowaliśmy — odpowiada.

— Wow. Super! A więc jednak nie zauważyłeś — rzucam do Fabiana.

Mężczyzna dopiero teraz zamyka usta i uśmiecha się szczerze. Wstaje, by pogratulować parze. Wymieniam jeszcze uścisk z Rafałem, po czym wszyscy siadamy na swoich miejscach. Widzę, że mój chłopak jest w zbyt wielkim szoku, by o cokolwiek pytać, więc wyręczam go:

— Rozmawialiście o tym, kiedy chcecie się pobrać?

— Właśnie. Tutaj mamy dla was drugą wiadomość… — mówi Gosia. — Chcemy się pobrać zaraz po tym jak urodzę…

Słowa zawisają w powietrzu, a ja wbijam wzrok w Fabiana, nie chcąc stracić okazji do obejrzenia jego reakcji. Wpatruje się w siostrę i przez chwilę mam wrażenie, że nie dosłyszał tych słów. Mruga jedynie, po czym pyta:

— Co?

Rafał śmiejąc się serdecznie obejmuje narzeczoną. Szepcze jej coś do ucha.

— Ale to chyba nie przez to chcecie się pobrać? — wtrąca jeszcze mój nieco oszołomiony chłopak.

— Co? Nie! — zaprzecza szybko kobieta. — Oświadczył mi się wcześniej, zanim się dowiedzieliśmy o dziecku. O tym, że jestem w ciąży wiem od tygodnia… Byłam na rutynowych badaniach ginekologicznych. Trochę mnie to zaskoczyło. — Uśmiechnęła się z rozbawieniem.

— Wpadka? — śmieję się.

— Tak — odpowiada Rafał — ale cieszymy się. Bardzo. — Całuje kobietę w policzek.

— No ja myślę. Nasza rodzina się powiększa!

Z rosnącym entuzjazmem zerkam na Fabiana. Dostrzegam, że ten patrzy na mnie nieco dziwne. Zanim orientuję się co to oznacza, czuję jego usta na własnych. Pocałunek nie trwa nawet dwóch sekund. Mężczyzna odrywa się ode mnie i zaczyna gratulować parze. A ja mogę się na niego jedynie gapić, uświadamiając sobie co powiedziałem.

Jesteśmy rodziną.

***

Za godzinę mam pociąg do domu. Za trzydzieści minut wychodzę. Jestem już spakowany i siedzę z Fabianem na kanapie. Mimo bliskości nie dotykamy się żadnym kawałkiem ciała. Milczymy. Atmosfera pomiędzy nami jest ciężka. Jeszcze parę miesięcy, powtarzam sobie jak mantrę, ale to niewiele pomaga. Nie chcę wyjeżdżać. Czuję się tak, jakby coś bardzo ważnego przelatywało mi przez palce. Tak jest za każdym razem, gdy musimy się rozstać. Tym razem jednak nie wiem, kiedy znów się zobaczymy. Mój szef nie chce się godzić na wolne w weekendy. W szczególności, że czas od poniedziałku do piątku też mam zawalony na uczelni. Teraz trzeba wszystko dopiąć na ostatni guzik. Praca magisterska, ostatnie zaliczenia. Mam sporo pracy i coraz mniej chęci.

Nowiny Gosi ucieszyły mnie i zmartwiły jednocześnie. Niby wszystko układa się ku lepszemu, ale nie jestem pewien czy dla mnie. Boję się, że Fabian w roli wujka będzie jeszcze bardziej nieugięty niż dotychczas. Widząc jego błyszczące oczy, gdy gratulował parze, mimo oczywistej radości, coś nieprzyjemnego ściskało moje gardło. Już teraz wiem, że pojawi się więcej osób, które będą ważniejsze ode mnie. To jego rodzina. A ja jestem tylko chłopakiem mieszkającym w innym mieście. Nie może na mnie polegać. Nie może być pewien. Wie, że go kocham, ale nasze oczekiwania nigdy nie były i nie muszą być spójne.

— Kamil — zaczyna mężczyzna w pewnym momencie. — Co do tej rozmowy z Gosią... Co chcesz robić po studiach?

— Nagle cię to interesuje? — prycham z irytacją. Zawsze robiłem się nerwowy przed wyjazdem. — Nigdy nie chcesz o tym rozmawiać.

— Bo to ma być twoja decyzja… — Patrzy na mnie uważniej. — Tylko jestem ciekawy.

— Nie. Powinna być nasza wspólna. Ale nie. Ty oczekujesz, że albo zrobię to, co ty chcesz, albo nasz związek nadal będzie na odległość… O ile w ogóle — mówię z doskonale wyczuwalną goryczą.

— Wiesz, że nie o to chodzi…

— A o co?!

Sam jestem zaskoczony jak łatwo jest mnie wyprowadzić z równowagi. Boję się. Odkąd dowiedziałem się o ciąży Gośki, nie mogę wyrzucić tych myśli z głowy. Już nigdy nie będę dla niego ważniejszy. Zawsze będzie coś przed. W końcu przyznaję przed samym sobą, że nie chcę tak żyć.

— Nie możesz mi po prostu odpowiedzieć, co planujesz? — pyta, patrząc mi w oczy łagodnie. Mój wybuch nie zrobił na nim żadnego wrażenia.

— Chcę założyć firmę z Michałem.

W końcu widzę jakąś reakcję. Cień, który przemyka się przez jego twarz jest czymś, na co czekałem od miesięcy. Niestety mężczyzna szybko odzyskuje panowanie nad sobą. Kiwa głową i odwraca ode mnie wzrok.

— Gdzie chcecie ją założyć?

— Może wyjedziemy na północ kraju. Zna tamtejsze tereny. No i jego ojciec pomoże nam coś wynająć na początek — zmyślam, byle tylko raz jeszcze zobaczyć owy cień.

Nie widzę jednak nic. Fabian wpatruje się w ścianę przed sobą. Jedyną reakcję, którą mogę dostrzec, są zaciśnięte usta. Już za późno, myślę. Jest dobrze dopóki nie musimy rozmawiać na poważnie. Gdy zaczynamy, wszystko się jebie.

— Ty nie zamierzasz iść na ustępstwa — warczę. — Dlaczego ja mam to robić?

Wstaję, zabieram swoje rzeczy i wychodzę z mieszkania. Trochę za wcześnie, ale mam wrażenie, że jeśli posiedzę przy nim chwilę dłużej to albo się uduszę, albo zacznę na niego wrzeszczeć chcąc wymusić jakąś reakcję.

To, co kiedyś uważałem za zaletę Fabiana, traktuję teraz jako ogromną wadę. Nie chcę, żeby dawał mi wybór, by czekał aż wszystko przemyślę i podejmę decyzję. Chcę, żeby powiedział czego ode mnie oczekuje, postawił ultimatum, wziął na siebie minimum odpowiedzialności za ewentualny rozpad naszego związku. Nie potrafię przyznać, że obaj do niego dążymy.

________
Betowały Kasia i Patrycja. Dziękuję!