3 czerwca 2018

"Nieuchwytny geniusz twórczy" - Elizabeth Gilbert

Elizabeth Gilbert. Pisarka. Autorka "Jedz, módl się, kochaj". Dotychczas słyszałam o książce z racji tego, że była (/jest) popularna, ale nie interesowałam się zanadto. Wpadłam dzisiaj na jej wypowiedź w TED. Od czasu do czasu lubię oglądać ich "filmiki", a ten konkretny... wezmę głęboko do serca.
Szczególnie polecam osobom zajmującym się twórczością wszelaką, które potrzebują pokładów kreatywności.


Swoją drogą słuchając Elizabeth ciągle przychodziło mi na myśl moje opowiadanie "Pozwól Wenie odejść". To wszystko co mówi, te podsumowanie życia artysty. Niebezpieczeństwo związane z życiem w strachu przed własną nieudolnością... Ja opisałam w wieku... cho***a, nie pamiętam... Dawno. W gimnazjum.
Zrobiłam to bardzo pobieżnie, ale chyba... jestem z siebie dumna :)

I nie chodzi o to, że wena i to jak działa jest czymś odkrywczym. Prawdziwa świadomość praw jakimi się rządzi jest bardzo ważna. (Osoba jeżdżąca samochodem musi dbać nie tylko o bezpieczeństwo jazdy, ale i o dbałość o sam sprzęt. Inaczej daleko nie zajedzie.) Utrzyma nas w zdrowiu psychicznym i nie pozwoli zwariować.

Wena jest jak kot. Odchodzi i przychodzi kiedy chce. Możemy ją zignorować, albo pozwolić sobie pomóc. Ale nie możemy jej zawłaszczyć.



10 lutego 2018

Bucketbook

Witam serdecznie.

Dziewczyny, Shikat Tales założyły nowy sklep internetowy Bucketbook stricte dla ebooków i książek LGBT. Postanowiłam przenieść do nich z beezar Wracaj do domu i Wróć do domu. 

"Wracaj" zyskało nową okładkę, pasującą do drugiej części :)





Pozdrawiam!

4 lutego 2018

Kwintesencja

Podjęte decyzje, doświadczenia, poznani ludzie, marzenia, plany - tworzą każdą jednostkę. To stwierdzenie zwyczajne i błahe.
Często umyka nam, że przez te rzeczy z biegiem lat stajemy się milionem odrębnych kawałków niekoniecznie do siebie pasujących. Próbujemy je składać, zbierać, łączyć, by nabrały jakiegoś sensu.


Nie jest nam dana pewność co do swoich działań. Dziecinna wiara i naiwność szybko zostają nam odebrane. Wśród chaosu sztuką jest dostrzec kierunek, w którym powinniśmy i chcielibyśmy podążać.

"Życie ma taki sens jaki mu nadasz."
- "Mój przyjaciel Leonard"


Rzeźba zrobiona przeze mnie. "Kwintesencja"


Życzę każdemu z Was, byście trzymali się SIEBIE mocno.
Z całych sił.






_________________________________________

"Zza kulis"

Niestety w zamyśle nie uwzględniłam filmowania rzeźby. Nie znalazłam miejsca w którym cień byłby tak dobrze widoczny jak na żywo, ale chciałam się z Wami podzielić moją pracą semestralną z rzeźby :)
Jestem zadowolona bardziej z pomysłu niż wykonania i już kombinuję jak zrobić ją ponownie, lepiej. Bo już wiem, że to MOŻE wyjść.
Cień tworzący konia był robiony z wiarą, nie przekonaniem. (Ciekawe ile osób dopiero teraz się zorientowało. Robiłam parę doświadczeń z tym co kto widzi. Ci, którzy znali mnie naprawdę, dostrzegli - to jest naprawdę miłe. Reszta widziała to, co chciała widzieć i czasem można się było uśmiać:)

Rzeźba jest o mnie i jest symboliczna. Jednak to tylko symbole, w które wierzę. Nie mylcie konia z "wolnością" czy czymś podobnym. Nie musi to też być koń. Tak naprawdę to może być nawet kaczka xD


Pozdrawiam serdecznie!

18 stycznia 2018

Czekam

Czekam
Aż wszystko ogarnę
Pozamiatam
Pozmywam
Wytrę kurze
I wyprowadzę myśli
Na spacer



14 stycznia 2018

Szmata z cekinami



Tak... Namalowałam szmatę z cekinami. Wiem, fascynujące. Ale cholera mam dylemet. Jestem z niego dumna jak chyba jeszcze nigdy z żadnego obrazu... i jednocześnie jest jednym z moich najbrzydszych, o ile nie najbrzydszym...

Co sądzicie? :')


8 stycznia 2018

Narodziny rozgwiazdy udokumentowane


Lodowa rozgwiazda atakuje świat swymi ostrymi kolcami. Narodziła się na zielononym płocie od razu zwracając uwagę przechodniów. Teraz jest mała, ale jej panowanie będzie wzrastało i trwało aż do pełni słońca.
Strzeżcie się albowiem może odwrócić waszą uwagę od rzeczy najważniejszych...
Na przykład od tego, że za chwilę są zajęcia na które się spóźnię...

29 grudnia 2017

Uroki Polskiej historii


Witam. Tym razem przybywam z ciekawostką.
Moja przyjaciółka siedzi całymi dniami nad książkami, próbuje robić pracę na studia i przez przypadek wpada na tego typu fragment.
Gdybym była fanem historii, poczytałabym więcej książek i może zrobiła na ten temat jakieś opowiadanie... Ale nie jestem. Więc może kiedyś jak już nie będę miała swoich pomysłów haha :)
Albo natchnę kogoś innego? xD


Na podstawie: Władysława Ślęzak, Bytom za panowania Piastów, Bytom 1996, str.77-81

"Jan II Dobry współrządził Księstwem Opolskim od 1476 wraz ze swym bratem Mikołajem II. Bracia niewiele różnili się wiekiem, ale byli za to bardzo różni pod względem charakteru. Mikołaj - heteroseksualista - był gwałtowny i wybuchowy, a Jan przeciwnie - spokojny i zrównoważony.

Mikołaj został skazany i ścięty za napaść w 1497. Odtąd Jan panował samodzielnie. Odziedziczone przez niego księstwo było rozległe pod względem terytorialnym. Jan zaś zaczął je jeszcze powiększać od początku swojego panowania, ale tylko na drodze pokojowej. Nabył od rodziny Żerotinów ziemię bytomską z zamkiem w Świerklańcu, później od książąt oleśnickich ziemię kozielską. W 1521 przejął księstwo raciborskie na podstawie układu o przeżycie zawartego z Przemyślidą Walentynem. Kupując coraz to nowe księstwa lub ich części, stał się najpotężniejszym księciem śląskim w tym czasie. Połączył bowiem w swoim ręku prawie wszystkie ziemie należące niegdyś do protoplasty Piastów opolskich, Mieszka Plątonogiego.

W przeciwieństwie do wielu współczesnych mu książąt śląskich, Jan II nie narzekał na brak pieniędzy, przeciwnie, to on pożyczał innym. Jego dłużnikami byli m.in.: miasto Wrocław, książę ziębicki Henryk I, syn króla Jerzego z Podiebradu, Maciej Korwin, królowie Polski - Kazimierz Jagiellończyk, Jan Olbracht, Aleksander, a także król Czech i Węgier, Władysław Jagiellończyk. Jan II nie wydawał pieniędzy na wojny, bo ich nie prowadził, a swoje dochody czerpał z gospodarki leśnej, rolnej, a przede wszystkim z górnictwa rozwiniętego w okolicach Bytomia i Tarnowskich Gór, gdzie wydobywano galenę - rudy ołowiu i srebra. Po wyczerpaniu pokładów bytomskich ośrodek górnictwa przesunął się w stronę Tarnowskich Gór. W roku 1526 Tarnowskie Góry uzyskały prawa miejskie i przejęły przodującą rolę na tym terenie, wygrywając konkurencję z Bytomiem.

Zgodnie z ostatnią wolą Jana, majątek miał przejąć jego luby - Jerzy Hohenzollern, margrabia brandenburski, syn Fryderyka i Zofii Jagiellonki, a tym samym siostrzeniec ówczesnego króla Polski, Zygmunta Starego. W 1525 Ludwik Jagiellończyk potwierdził Jerzemu prawo do przejęcia księstwa opolsko-raciborskiego po ewentualnej śmierci księcia Jana oraz nadał mu przywilej kupowania dóbr na całym Śląsku i swobodnego dysponowania tymi dobrami. Na podstawie tego prawa, jeszcze tego samego roku Jerzy nabył zamek w Świerklańcu wraz z miastem Bytomiem. Ferdynand I Habsburg, następca Ludwika Jagiellończyka na tronach węgierskim i czeskim, nie potwierdził nabycia przez Jerzego dóbr. Dopiero na skutek trudności finansowych zdecydował się oddać Hohenzollernowi księstwo opolskie w zastaw, aż do zwrotu zaciągniętej u Jerzego pożyczki w kwocie 183 333 guldenów. Transakcję zawarto jeszcze za życia Jana II.

Książę opolski Jan II zmarł w roku 1532, a wraz z jego śmiercią skończyło się panowanie książąt z dynastii Piastów na terenie ziemi bytomskiej. Otrzymał przydomek „Dobry”. Powodem takiego wyróżnienia był zapewne jego pokojowy charakter: nie prowadził żadnych wojen. Większą część życia spędził w swoim opolskim zamku zajmując się gospodarką księstwa. Utrzymywał kontakty zarówno z dworem w Pradze, jak też i w Krakowie. Kancelaria jego prowadzona była w języku czeskim, ale z pewnością znał niemiecki ze względu na romans z Jerzym Hohenzollernem i znakomite kontakty ze swym szwagrem Albrechtem.

Jan II i Jerzy Hohenzollern pośredniczyli w negocjacjach dotyczących zlaicyzowania Zakonu Krzyżackiego i zhołdowania Prus królowi polskiemu w osobie Zygmunta Starego (który był braciom Hohenzollernom wujem). Z ich gościny korzystał Albrecht oczekując na zgodę Zygmunta. Bytom był miejscem dogodnym, leżał bowiem tylko jeden dzień drogi od Krakowa. Jednocześnie wyjednał Jerzy wsparcie króla polskiego w kwestii dziedziczenia księstwa opolsko-raciborskiego po Janie II. Przyjazny gejom monarcha (skandale z udziałem heteroseksualnego syna czegoś go nauczyły) przychylił się do prośby, i zagwarantował umowę.

Jan II Dobry i Jerzy Hohenzollern zapisali się pozytywnie w pamięci potomnych znakomitym gospodarowaniem i wysiłkami ku uregulowaniu spraw związanych z górnictwem. Razem założyli Tarnowskie Góry. W roku 1528 wydali ordynację górniczą, jedną z największych i najbardziej wszechstronnych w Europie (liczyła ona aż 72 paragrafy) pod nazwą Eine gemeine Bergordnung und Bergrecht. Dokument ten stał się podstawą ustawodawstwa górniczego na Śląsku."



24 grudnia 2017

[10] Wróć do domu

Z okazji Bożego Narodzenia mam dla Was prezent, wcześniej wstawiony rozdział. :) Życzę Wam szczęśliwych, rodzinnych spotkań, dobrego następnego roku, wytrwałości w dążeniu do marzeń oraz wiele, wiele, wiele miłości.
____________________


"Tylko się trzymaj."
~ James Frey - Milion małych kawałków


Epilog


Nigdy nie lubiłem latać samolotem. Niestety to była jedyna droga, którą mogłem dotrzeć na wystawę do USA. Tak. Jakimś cudem chcieli tam moje prace. Nie mam pojęcia jak to się stało. Jestem skromnym artystą z Polski. Do tej pory sprzedawałem rzeźby na allegro i… No dobrze, Fabian by mnie teraz wyśmiał. Tak naprawdę, odkąd wróciłem do domu — prawdziwego domu — i założyłem własną firmę rzeźbiarską, udzielałem się gdzie tylko się dało. Wiecie. Konkursy. Wystawy. Sprzedaż moich prac. Zatrudniam teraz dziesięć osób. Wszystko powoli staje się profesjonalne. W zeszłym roku moje dzieła dotarły aż do USA. Wziąłem udział w tamtejszym konkursie na pomnik upamiętniający atak na Pearl Harbor. Wybrali mój pomysł spośród dwustu innych prac. Pół roku zajęło mi wykonanie go, tydzień temu oficjalnie został odkryty, a mnie wręczono nagrodę. Mam teraz pieniądze na pracownię z prawdziwego zdarzenia. Planuję zatrudnić kolejne dziesięć osób i zaczął produkować rzeźby na jeszcze większą skalę niż obecnie.

Jest dwudziesty trzeci maj. Dziś kończę trzydzieści lat. Czuję się z tym nieco dziwnie. Wydaje mi się, jakbym przespał ostatnie pięć lat odkąd skończyłem studia i dopiero niedawno obudził się ze snu. Nie czuję się na trzydziestkę. Czasem wydaje mi się, że nigdy nie dorosnę. I chyba wiele osób myśli podobnie. Nawet moi pracownicy.

— Zaraz lądujemy — mówi Michał, siadając na fotelu obok.

Bierze butelkę wody i pije łapczywie. Jest pierwszą, z zatrudnionych przeze mnie osób. Pracujemy razem od dwóch lat. Bardzo go sobie cenię. Jest niczym moja sekretarka. Zawsze wie gdzie, co i jak. To taki wielofunkcyjny komputer, który nigdy nie zapomina raz przeczytanej czy usłyszanej rzeczy. Ma swoje wady. Na przykład jest pedantem. Zraził sobie tym wiele osób, ustawiając ich po mojej pracowni jakby byli pionkami na szachownicy. Nawet mnie czasem potrafi zwrócić uwagę. Sądzę, że to dobrze. Inaczej moja firma nie mogłaby funkcjonować. Mam nadzieję, że nigdy się o tym nie dowie. Na moje szczęście brak mu kreatywności. Za to świetnie odtwarza schematy, które mu narzucam. Gdyby było inaczej, szybko by mnie wykosił ze stanowiska. Lubię go ze sobą zabierać na wystawy, odbiór nagród czy zwykłe spotkania biznesowe. Jest ode mnie młodszy, a jednak z nim obok czuję się pewniej.

Patrzę przez okno samolotu w dół. To nie jest dobry pomysł, bo od razu kręci mi się w głowie. I tak dobrze, że nie chce mi się wymiotować.

— Mówiłem, że mogę usiąść obok okna — wtrąca chłopak.

— Za ile będziemy na miejscu? — pytam prostując się w fotelu. Cały już zdrętwiałem.

— Jakieś pół godziny.

— Ma cię kto odebrać?

— Mhm… To znaczy nie. Ale wezmę taksówkę, później pociągiem do…

— Odwieziemy cię — decyduję.

Uśmiecha się do mnie szeroko i kiwa głową.

Nienawidzę lądowań. Ale żyję, więc nie mam na co narzekać. Razem z Michałem przechodzimy mozolną odprawę, odbieramy bagaże i wychodzimy z budynku lotniska na parking. Już wyciągam komórkę, żeby zadzwonić do Fabiana, gdy słyszę swoje imię. Odwracam się w ostatnim momencie, by złapać podbiegającą do mnie dziewczynę w ramiona.

— Wszystkiego najlepszego, tatusiu! — Natalia krzyczy mi do ucha.

— Przestań. Czuję się jak jakiś zbok — śmieję się.

— Oj tam. Sto lat! Prezent dostaniesz w domu — oświadcza. — Fabian nie pozwolił mi go przytachać ze sobą.

— Całe szczęście…

Urywam, gdy zauważam Fabiana. On nie śpieszył się tak bardzo jak Natalia. Być może dlatego, że idzie z Gosią trzymającą na rękach dwuletnie dziecko. Jej starszy synek drepcze obok zaaferowany widokiem dokoła. Uśmiecham się jeszcze szerzej, o ile to możliwe.

— Cała delegacja, co? — rzucam do Fabiana.

Mężczyzna przytula mnie mocno i całuje w usta. Nie tonę już w jego ramionach. Rok temu dorównałem mu posturą z czego jestem niezwykle dumny. Nie jesteśmy przesadnie umięśnieni, na pewno nie tak jak on za czasów moich studiów. Obaj utrzymujemy zdrową, silną sylwetkę.

— Gratulacje — szepcze mi do ucha. — I wszystkiego najlepszego. Przygotuj się na dzisiaj, bo Adrian, Rafał i twoi rodzice szykują coś w domu… Wiesz, chcemy dodatkowo świętować twój sukces.

— Już się boję — śmieję się.

Kątem oka dostrzegam jak Natalia zagaduje Michała. Natychmiast rozpoznaję ten rodzaj uśmiechu i krzywię się w duchu. On jest od niej sześć lat starszy! W tej chwili zupełnie się nie liczy, że trzymam w ramionach trzydziestoośmiolatka.

Fabian puszcza mnie, przejmuje dziecko od Gosi i tym razem ląduję w jej objęciach. Przyjmuję gratulacje, życzenia i wszyscy idziemy do samochodu. Młody Franek wczepia się w moją nogę, więc muszę go wziąć na ręce, żeby się nie wywrócić.

— Zmieścimy się w ogóle? — pytam z powątpieniem. Mam minibusa w firmie, ale chyba nie zostawiałem do niego dokumentów.

— Ja przyjechałem swoim, Gosia swoim — odpowiada Fabian. — Michał, chcesz się wbić na imprezę?

Chłopak rzuca mi pytające spojrzenie, jakby z obawą. Dopiero gdy się uśmiecham, jego twarz przybiera swój zwyczajowy, luźny wyraz.

— Pewnie.

— To jedziesz z nami — woła Natalia i ciągnie go w stronę parkingu.

Dziewczyna mruga jeszcze do mnie, a ja unoszę brwi zastanawiając się czy jednak nie odwieźć mojego pracownika do domu. Gosia idzie za nimi, więc odstawiam młodego na ziemię, by pobiegł za mamą.

— Będą się cisnąć razem w aucie…

Fabian przerywa mi mocnym pocałunkiem. Czuję przyjemne mrowienie w ciele na samą myśl, że w końcu spędzimy razem noc. Nie widzieliśmy się od dwóch tygodni. To jedna z dłuższych nieobecności, jaką mieliśmy odkąd do siebie wróciliśmy. Nie mam pojęcia jak kiedyś wytrzymywałem miesiące. Całujemy się dłuższy czas, napawając swoją obecnością. Ludzie mijają nas, ale nikt nie ma odwagi zaczepić dwójki wysokich i silnych mężczyzn. Niestety w końcu musimy się od siebie odsunąć.

— Wiesz, że mamy dom pełen ludzi? — pyta głębokim, łóżkowym głosem przez który przechodzą mnie ciarki. — Są nawet Kaśka i Przemek. No i reszta twojej bandy ze studiów.

— Och… — przez moment nie wiem co innego mógłbym powiedzieć. — Zgodzili się?

Kiwa głową i uśmiecha czule. Jestem naprawdę pod wrażeniem. Niby Kasia wybaczyła mi ucieczkę… i inne rzeczy… Ale nigdy nie odbudowaliśmy do końca dawnej relacji. Mam świadomość, że jej zgoda na uczestnictwo w moim święcie to swoiste wyciągnięcie ręki. Danie mi szansy, bym mógł chociaż postarać się naprawić to, co zepsułem.

— Dziękuję — mówię niemal ze łzami w oczach.

— Ej, nie płacz. Nie po to ich spraszałem, żebyś teraz ryczał.

Uśmiecham się krzywo i wtulam twarz w jego szyję.

— Kocham cię — szepczę.

— O. Apropo. Mam dla ciebie propozycję.

— Hm?

— Miałem nie mówić, ale oni tam nie zdążyli ze wszystkim. Co akurat dobrze się składa. Co powiesz na to, żebyśmy gdzieś po drodze złapali gumę?

Parskam śmiechem. On po chwili też nie wytrzymuje i wtóruje mi swoim niskim głosem. Uśmiechamy się do siebie szeroko.

— Las? Jak za starych dobrych czasów? Nie stać nas na hotel? – pytam ze łzami w oczach. Tym razem są oznaką szczęścia.

— To by było zbyt proste.

Ciągnie mnie w stronę samochodu. Szczerzę się jak debil, jednocześnie czując delikatne podniecenie. Pewnie będzie wzrastać wraz z każdym kilometrem, który pokonamy. Nie mogę się doczekać, żeby znowu go na sobie poczuć. Albo pod sobą. Obojętne. Później spełnieni wrócimy do naszego domu z ogrodem. Do ludzi, których kochamy i bez których nie wyobrażam sobie życia.

Nasza przeszłość odbiła się na ciele, psychice i postawiła nas w miejscu, w którym teraz jesteśmy. Powoli godzę się z tym, że młody ja popełniał błędy, których teraz się wstydzę. Jednak z tamtym doświadczeniem, charakterem, sposobem patrzenia na świat nie mogłem zachować się inaczej, mądrzej. Z resztą. Gdyby nie to, nie poznałbym chociażby Natalii. Dawno temu Damian powiedział mi, że uratowałem jej życie. Jeśli wróciłaby do bidula, nie miałaby szans na skończenie szkoły. Być może znów zaczęłaby ćpać. Ja sam bym zaczął, gdyby Fabian nie zabrał mnie z liczbowego mieszkania. Tak naprawdę tylko dzięki niemu byłem w stanie dać wsparcie dziewczynie.

Jestem szczęśliwy, że życie potoczyło się w taki a nie inny sposób. Ze spokojem patrzę w przyszłość. Wiem, że nie będzie idealnie. Jednak teraz mam świadomość tego, o co powinienem walczyć. Nie zamierzam się poddawać.


KONIEC