12 października 2016

[15] Gonitwa


                „Jedziemy w teren?” Słowa Patryka dźwięczały mi w głowie podczas obrządków. Tak naprawdę nie pamiętałem, kiedy ostatni raz pojechałem gdzieś konno. Zawsze uwielbiałem wolność, którą mógł mi zapewnić wypad na łąki czy do lasu. Ostatnio jednak nawet o tym nie myślałem. Z początku obawiałem się Sarnada, a na innych koniach już nie jeździłem. Teraz jednak ufałem ogierowi. Już nie raz pokazał mi, że nawet jeśli wywinie coś głupiego, to nie zwieje ode mnie, tylko poczeka spokojnie aż się pozbieram. Tak było po moim pierwszym upadku z niego i na zawodach, gdy puściłem go wolno, biegnąc do Patryka. Nie uciekł też wtedy, gdy szarpałem się z szatynem o szlauch.
                Zerknąłem na komórkę, sprawdzając która jest godzina. Za pół godziny – o jedenastej – mieliśmy zacząć trening, a ja nadal nie skończyłem swojej roboty. Patryk dzisiaj pomagał trenerowi w oczyszczaniu toru, więc musiałem sam uporać się z boksami.
                Otarłem dłonią czoło i spojrzałem na ostatnie dziesięć boksów. Już zapomniałam jak to jest robić wszystko samemu. Nie wyobrażam sobie co zrobię, gdy Patryk wyjedzie. Na razie miałem cichą nadzieję, że zdołam go tu zatrzymać. Sam przecież mówił, że nie ma do czego wracać… Może będę mógł sprawić, by tu został…?
                Prychnąłem na własne myśli i wróciłem do zbierania łajna. Taczka była już pełna i musiałem ją wywieźć. Ale może jeszcze jeden boks udałoby się sprzątnąć? Zmarszczyłem brwi i pokręciłem głową.
                Weź się chłopie w garść i do roboty, pomyślałem, zdegustowany swoim zachowaniem.
***
             
                Była trzynasta, gdy spotkaliśmy się wszyscy na obiedzie. Jazdy oczywiście nie zdążyliśmy zrobić na czas i tak naprawdę nikomu nie chciało się wychodzić na pełne słońce, które dziś dawało się we znaki.
                Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść przygotowany przez Dagmarę obiad. Był idealny na tę porę roku. Ziemniaki, jajka sadzone i maślanka – niestety kupna, ale nadal pyszna.
                – I jak, dużo jeszcze macie roboty? – zapytałem mężczyzn.
                – Dopiero połowę zrobiliśmy – odpowiedział Patryk, zerkając na mnie znad talerza. – Masakra ile kretowisk. A my po tym jeździliśmy. – Skrzywił się.
                – Dopóki tego nie zrobimy, będzie trzeba się wstrzymać z jazdami po torze – stwierdził trener. – Trochę to zaniedbaliśmy.
                Trochę to mało powiedziane, pomyślałem. Już nie raz zakopywałem największe dziury i wyrzucałem kamienie, ale nie dawałem rady zrobić tego porządnie, gdy co chwila ktoś mnie wołał.
                – To co, wieczorem teren? Namyśliłeś się? – zapytał chłopak z szerokim uśmiechem.
                – O! Ja też chcę! – zawołała Magda, od razu nastawiając uszu.
                Tomasz spojrzał na nas z namysłem i uśmiechnął się lekko.
                – No jeźdźcie, jedźcie. Przynajmniej pozbędziemy się was na trochę z domu – zaśmiał się ciepło. Zauważyłem też, że Dagmara wzniosła oczy ku niebu i pokręciła głową.
                – No to postanowione. – Patryk wyprostował się i spojrzał na mnie i dziewczynę. – Chyba wiadome kto na kim jedzie, nie?
                – Raczej – prychnąłem.
***

Po obiedzie wybyłem do swojego pokoju, by przebrać się w zwykłe ubrania. Do tej pory miałem na sobie robocze i czułem się w nich brudny. Szczególnie, że słońce grzało niemiłosiernie i nie było fajnie chodzić w ciemnej bluzie i spodniach, gdy temperatura na dworze wynosiła ponad trzydzieści stopni.
Właśnie ściągnąłem z siebie ubrania i byłem w samych majtkach, gdy do pokoju wszedł Patryk. Zerknąłem na niego krótko i przeniosłem wzrok na szafę, nie wiedząc co na siebie włożyć.
– Puka się – mruknąłem.
– Jak się puka to się zamyka – prychnął i stanął za mną. Objął mnie ramionami i oparł się o moje barki. – Co robisz?
– Jestem ślepy, czy ja nie mam żadnej bluzki? – zapytałem, gapiąc się wciąż na otwartą szafę. Miałem w niej tylko strój dżokejski, bryczesy i bieliznę. Ten upał na mnie źle działał, bo nawet nie spostrzegłem, że wszystkie moje ubrania wylądowały w koszu do prania, który stał w rogu mojego pokoju.
– Nie jesteś ślepy. Raczej niechlujny – stwierdził Patryk, śmiejąc się cicho tuż przy moim uchu. – Kiedy ostatni raz robiłeś pranie?
– Nie pamiętam… – Skrzywiłem się.
– To czas najwyższy.
Przetarłem twarz dłońmi i westchnąłem. Matko. Nienawidzę tego. Mógłbym płacić komuś za robienie prania. Ta czynność zajmowała mi zawsze tyle czasu, że odkładałem ją na później, gdy tylko się dało. Teraz jednak przesadziłem.
– Pożyczyć ci jakieś ubrania? – zapytał i przesunął dłońmi po moich ramionach. Czułem przyjemne ciarki, gdy to robił. – Choć moim zdaniem mógłbyś tak chodzić.
Odwróciłem się do niego i uśmiechnąłem lekko. Nie mogłem się skupić, gdy był tak blisko, do tego z dłońmi na moim ciele. Patrzył na mnie jak zwykle, z pewną dozą uwagi i spokoju. Zupełnie inaczej niż na Adama, ale nie przeszkadzało mi to. Lubiłem wyraz jego twarzy, gdy byliśmy sami. Miałem wrażenie, że uspokaja się przy mnie i nawet oddycha głębiej.
– Pożyczysz mi jakąś bluzkę, jak pojedziemy w teren – zdecydowałem i zrobiłem krok w tył, by sięgnąć po moje robocze spodnie. Założyłem je i wyprostowałem się. – A teraz muszę serio zrobić pranie, bo już się nie da tego dłużej unikać.
***

O siedemnastej wyjechaliśmy ze stadniny. Magda na Harfie, Patryk na Gromie, a ja na Sarnadzie. Ruszyliśmy drogą w stronę lasu, gdzie planowaliśmy za jakiś czas zagalopować.
Jadąc za dwójką moich towarzyszy, rozmawiających o czymś żywo, dopadł mnie wisielczy humor. Powoli zaczynam się obawiać, że to wszystko stracę. Że niepotrzebnie przyzwyczajam się do Patryka i Sarnada. Nie wyobrażam sobie życia bez nich. Bez treningów, bez spokojnych wieczorów i szczęścia, które przy nich czuję. Stali się moim światem, rzeczywistością, która w każdej chwili może pęknąć.
Wjechaliśmy między drzewa przy akompaniamencie śmiechów Patryka. Dopiero wtedy się włączyłem, by posłuchać o czym mówią.
– Nigdy nie widziałam go z taką miną. Myślał, że serio mogłabym go zdradzić. Faceci są tacy głupi! – śmiała się Magda, a Patryk jej zawtórował.
– Nie wszyscy, kochana. Jak ty z nim wytrzymujesz? – zapytał szatyn, odchylając się w siodle do tyłu.
– Normalnie – westchnęła. – Do tej pory trafiałam na samych zazdrośników. Nie potrafią zrozumieć jak mogę mieszkać pod jednym dachem z obcymi facetami. – Pokazała palcami cudzysłowie. – Przecież to nic nie znaczy! Sam powiedz, Seba! – Spojrzała na mnie.
– Ale co?
– Myślałeś kiedyś, że mógłbyś ze mną być?
Zrobiłem głupią minę, a Patryk zaczął się śmiać jeszcze głośniej.
– Nie – jęknąłem. Na samą myśl miałem ciarki. – Jesteś dla mnie jak siostra. Wychowaliśmy się razem.
– No właśnie! – krzyknęła, a konie zastrzygły uszami. – To aż nienaturalne.
– A może jemu chodziło o mnie – zauważył Patryk, znów na mnie zerkając z rozbawieniem. Ta rozmowa była absurdalna. Tak naprawdę nie wiedzieliśmy jak byśmy się zachowywali, gdyby podobała się nam płeć przeciwna. Kto wie, może bym się starał o Magdę.
– Z tobą nie tańczyłam – stwierdziła. – On jest zazdrosny o Sebę. Nie umiem mu wytłumaczyć, że nie ma się o co martwić – jęknęła. – To jest wkurzające. Niby unikamy tego tematu, ale i tak ma o to wąty. Nie jestem ślepa!
– Ślepa nie, ale może za bardzo o tym myślisz, co? – zapytałem. – To zdrowe, że jest zazdrosny. Przynajmniej wiesz, że mu na tobie zależy.
– Właśnie – poparł Patyk. – Z tego, co mówisz, nie przesadza, tylko ty cały czas to rozdmuchujesz.
– Może… – Dziewczyna zasępiła się i pokręciła głową. – Muszę to przemyśleć.
– Na razie daj sobie spokój – powiedziałem. – Kłus?
– Pewnie! – Patryk popędził Groma, a my ruszyliśmy za nim.
Tym razem jechaliśmy w ciszy, rozkoszując się chłodniejszym leśnym powietrzem i zielenią. Uroku trochę odejmowały komary, które co chwilę odganiałem, ale i one przestały przeszkadzać, gdy w końcu zaczęliśmy galopować. Wyszedłem na prowadzenie, by pokierować ich po znanych mi ścieżkach. W ciągu trzynastu lat jeździłem tu niezliczoną ilość razy. Nie było już szans, bym mógł się tu zgubić.
W pewnym momencie Patryk zrównał się ze mną.
– Ścigamy się do tamtego rozwidlenia? – zapytał z szerokim uśmiechem. – Później pojedziemy spowrotem.
– Ok. – Wzruszyłem ramionami i spojrzałem na odległy zakręt.
– Zakład, że będę pierwszy? – zapytał, wyciągając do mnie rękę. Spojrzałem na niego zaskoczony.
– Co?
– Zakład? – powtórzył. – Kto będzie pierwszy, będzie musiał zrobić coś dla drugiego.
– Ale co? – zapytałem nie rozumiejąc.
– Oj, po prostu się zgódź. – Zaśmiał się. Chwyciłem jego dłoń i skinąłem głową nieprzekonany. Najwyżej się z tego jakoś wymigam… – Na trzy! – zawołał. – Jeden!
– Dwa! – rzuciłem.
– Trzy!
Magda nawet nie zdążyła się zorientować co się dzieje, gdy zostawiliśmy ją w tyle.
Popędziliśmy konie jak najszybciej się dało. W moment osiągnęliśmy pełny cwał, ale na tym nie poprzestaliśmy. Po raz pierwszy miałem frajdę ze ścigania się. Chciałem wygrać. Sarnad przyśpieszył kroku i wyprzedziliśmy o parę metrów Patryka. Jednak widząc przed sobą rozwidlenie, poczułem przyśpieszone bicie serca i wyobraziłem sobie jak Sarnad gwałtownie zatrzymuje się tuż przed nim. To była sekunda zawahania, ale sprawiła, że pociągnąłem za wodze, chcąc by ogier zwolnił i spokojnie pobiegł w prawo. Niestety zanim to się stało, Grom śmignął obok mnie i z całym impetem wleciał w lewy zakręt. Zatrzymałem Sarnada i zakląłem głośno. Jak widać nie pozbyłem się mojego strachu.
– Co się stało!? – zawołał Patryk, gdy oboje znaleźliśmy się spowrotem przy rozwidleniu. – Wygrałbyś!
– Nie wiem… – mruknąłem niezadowolony. Aż cały się trząsłem, gdy podjechał do mnie blisko i nachylił się w moim kierunku.
– Sebastian, ty…
– Czy wyście zwariowali?! – wrzasnęła Magda, dołączając do nas i przerywając szatynowi. – Chcieliście się zabić?! Jeśli tak, to przynajmniej nie przy mnie!
– Przecież nic się nie stało… – zaczął chłopak, ale znowu mu przerwała.
– Nic?! Spójrz na niego! – Wskazała mnie palcem. – Jest blady jak papier!
– Przestań krzyczeć – mruknąłem. – Wracamy do domu – postanowiłem i minąłem ich.
To nie tak, że czułem się teraz zagrożony, czy coś. Ten moment zawahania był chwilą, momentem, który był jak uderzenie otwartą dłonią w twarz. Zabolało i przeszło, zostawiając po sobie wątpliwości. Nigdy nie sądziłem, że będę tak długo odchorowywać jeden głupi upadek z konia, któremu notabene już ufam.
Wróciliśmy w ciszy, a wcześniejsza wesołość minęła jak ręką odjął. Czułem się winny tej sytuacji. W końcu mogłem się nie godzić na ten durny mini wyścig. Odstawiliśmy konie do boksów i z Patrykiem schowaliśmy resztę koni do stajni i nakarmiliśmy je.
Gdy skończyliśmy, była już dwudziesta pierwsza, a słońce pół godziny temu schowało się za horyzontem. Musiałem jeszcze schować pranie, wykąpać się i mogłem kończyć ten dzień w swoim łóżku.
Dopiero po dwudziestej drugiej w nim wylądowałem, ale nie potrafiłem zasnąć. Wierciłem się, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Po jakimś czasie nie wytrzymałem i wyszedłem z pokoju w samych spodniach od piżamy. Wszyscy już spali, a ja jak ten debil poszedłem do stajni, lądując po chwili w boksie Sarnada, bo gdzie indziej…?
Zastałem go leżącego na słomie. Gdy mnie zauważył, chciał się podnieść.
– Ciii… – szepnąłem i powstrzymałem go. Stanąłem nad nim i po chwili położyłem się na jego boku. – Spokojnie… – Westchnąłem, wdychając jego zapach i czując ciepło na skórze.
Dlaczego nadal nie mogę mu w pełni zaufać? Dlaczego nie mogę się pogodzić z tym wszystkim jak robiłem to do tej pory?
Przesunąłem dłonią po gniadej sierści, wpatrując się w jego ciemne chrapy. Widziałem cokolwiek tylko dzięki małej lampce, którą zapaliłem przy wejściu stajni. Słyszałem mojego konia i czułem jak unosi mnie wraz z każdym wdechem. Leżał spokojnie, ufnie, po chwili przymykając też oczy. Uśmiechnąłem się, dostrzegając to.
Niestety chwilę później usłyszałem też kroki na korytarzu, a ogier niespokojnie się poruszył.
– Sebastian? – szepnął Patryk.
– Tu jestem – mruknąłem i podniosłem się. – Już idę.
Wychodząc, zamknąłem za sobą boks i stanąłem naprzeciw chłopaka.
– Nie znalazłem cię w pokoju, więc… – zaczął niepewnie.
– Zacząłeś mnie szukać – dokończyłem. – Chodź.
W ciszy wróciliśmy do mojego pokoju i położyliśmy się obok siebie bez słowa. Odetchnąłem cicho, napawając się jego obecnością.
– Przepraszam – wyszeptał, wtulając się w mój bok.
– Za co?
– Gdyby nie ja, to byś nie wrócił do tego… Wiesz. Do wspomnienia upadku.
– Lepiej teraz niż na jakimś wyścigu – prychnąłem.
– Nie lubisz ich.
– Nie. A Wielka Pardubicka będzie ostatnim wyścigiem, na jaki się zgodzę. – Spojrzałem mu w oczy. – Wybacz, ale nie rozumiem tego. Nie mam charakteru dżokeja, choć Tomasz uważa, że się nadaję.
– Bo potrafisz jeździć. – Uśmiechnął się lekko. – I masz dobry kontakt z koniem.
– Ta. Nadaję się najwyżej na luzaka…
– Nieprawda. Nadajesz się na trenera.
Uniosłem brwi zaskoczony. Trener? Coś w tym mogło być. W końcu lubię uczyć dzieciaki. Patrzenie jak idzie im coraz lepiej jest czymś, co dodaje mi wiary w siebie.
– Czemu mnie szukałeś? – zmieniłem temat. Nie chciałem teraz gadać o mnie. Chciałem się wyłączyć.
– Nie umiałem zasnąć – westchnął. – Mam czasem takie chwile, że chcę wybaczyć Adamowi. Wiem, że nie mogę tego zrobić, a jednocześnie… tęsknie za nim. Po prostu.
– To normalne.
Przesunąłem palcami po jego policzku i musnąłem wargami usta chłopaka. Tylko tyle, niczego więcej nie chciałem. Oczywiście pragnąłem go, ale w tym momencie nie było to najważniejsze. Oboje potrzebowaliśmy jedynie kogoś, do kogo mogliśmy się przytulić i porozmawiać.
Jednak on miał inne plany. Wsunął palce w kosmyki moich włosów i przyciągnął do mocnego pocałunku. Stęknąłem nisko, gdy jego język wdarł mi się do ust. Przyjemny prąd przeszył moje ciało.
– Seba – szepnął, odrywając się ode mnie. – Pragnę cię…
Uśmiechnąłem się niepewnie i obróciłem na bok.
– Więc na co czekasz? – mruknąłem, czując jak same te słowa wywołują burze w moim ciele. Przed chwilą nawet o tym nie myślałem, a teraz byłem gotów mu się oddać.
Szatyn pchnął mnie w ramię i zawisł nade mną, patrząc mi głęboko w oczy. Nasze usta się złączyły w powolnej pieszczocie. Ręce zaczęły błądzić po ciele drugiego, rozpalając od środka. Zamruczałem pod nim i rozsunąłem nogi, pozwalając mu położyć się między nimi. Wspaniale było objąć go nogami ze świadomością tego, co nas czeka.
Minęła wieczność zanim Patryk się ode mnie odsunął, by pozbyć się naszych ubrań. Robił to powoli, z uśmiechem na twarzy, co mnie zdecydowanie bawiło i podniecało jednocześnie. Najpierw ściągnął swoją bluzkę, spodnie, by później złapać moją nogę i unieść ją w górę. Wstrzymałem oddech, nie do końca wiedząc do czego zmierza. Zaśmiał się, gdy bez problemu zmusił mnie do zrobienia szpagatu. Moja mina musiała być bezcenna.
– Wiedziałem! – parsknął, nadal się śmiejąc. – Kiedy ty masz czas na rozciąganie?
Z rozbawieniem odepchnąłem go od siebie i ułożyłem nogę w normalnej pozycji.
– Dzieciak – stwierdziłem, też zaczynając się śmiać. Tego się nie spodziewałem. – Kiedy w ogóle zauważyłeś, że jestem rozciągnięty?
– Nawet nie wiem. Po prostu czasem siadasz tak, jak normalny człowiek by nie umiał. – Przekrzywił głowę i jednym mocnym ruchem zsunął ze mnie spodnie od piżamy. Uniosłem nogi, by pomóc mu ją ściągnąć całkiem.
– No to spostrzegawczy jesteś. Zwykle się pilnuję. – Uśmiechnąłem się do niego, gdy spojrzał na moje nagie ciało. Na jego policzkach zagościły rumieńce. Urocze.
– Widać nie przy mnie – mruknął, przesuwając dłońmi po moich nogach. – Po co w ogóle się rozciągasz?
– Nie zawsze miałem co robić wieczorami. – Wzruszyłem ramionami, patrząc na niego z dołu. Bardzo podobało mi się jego chude ciało. – Teraz gramy w karty, a kiedyś ćwiczyłem. Nadal mogę to zrobić tylko dlatego, że rozciągałem się od kilku lat.
– Nie brakuje ci tego?
– Nie bardzo. – Wyciągnąłem ramiona w zapraszającym geście. – No chodź tu…
Zagryzł wargę i zawisł nade mną. Dopiero teraz poczułem lekki strach. Nie wiedziałem jak mu powiedzieć, że nikt wcześniej mnie nie miał. Atmosfera niby była luźna, szczególnie, gdy podstępem i z humorem sprawdził możliwości mojego ciała, ale mimo to stresowałem się. W głowie też kołatały się myśli, czy w ten sposób nie chce zapomnieć o Adamie, jednak ten fakt starałem się odrzucić jak najdalej się da.
                Nie pomogło, gdy zniżył biodra i otarł się o moje krocze. Myśli uciekły w popłochu, a ciało zaczęło samo działać. Przyciągnąłem Patryka do gwałtownego pocałunku, chcąc już kontynuacji, zapomnienia. Powoli zaczynałem płonąć, czując jego skórę tuż przy mojej. Wsunąłem dłoń między nasze ciała i chwyciłem jego twardniejącego penisa. Chłopak stęknął i uniósł biodra w górę, by dać swoim dłoniom możliwość wędrówki po moim ciele, rozpoczynając od szyi, a kończąc także na kroczu. Gdy jego palce zacisnęły się na moim członku, sapnąłem głucho i pogłębiłem pocałunek.
                Nie śpieszyliśmy się. Badaliśmy swoje ciała z dokładnością, jakbyśmy chcieli je zapamiętać. W końcu jednak jego palce zawędrowały na mój pośladek i ścisnęły go. Zadrżałem od tego dotyku. Był zbyt dobry… a może ja zbyt spragniony. W każdym razie wypiąłem się bardziej, nastawiając do jego ręki. Odsunąłem się od jego ust i przymknąłem oczy, mrucząc jednocześnie,  gdy przejechał palcami po rowku.
                – Seba? – wyszeptał, a ja spojrzałem na niego niewyraźnie. Nie potrafiłem się skupić na niczym innym, niż na palcach blisko mojej dziurki.
                Nie wiem co zobaczył w moich źrenicach, ale jego nastawienie zmieniło się diametralnie. Wpił się w moje usta, niemal je miażdżąc. Opadł na mnie całym ciężarem, uniemożliwiając mi pieszczenie go. Wyciągnąłem więc z trudem rękę spomiędzy naszych ciał i objąłem mocno jego kark.
                – Masz coś do nawilżenia? – sapnął, ocierając się penisem o moje jądra i udo.
                – Nnn…
                – Seba. – rzucił ostrzegawczo. To mnie trochę ostudziło.
                – Nie. – Spiąłem się. Byłem taki głupi…
                Zmarszczył brwi, a po chwili wsunął mi dwa palce do ust. Zdziwiłem się, ale nie oponowałem i possałem je przez chwilę. Później opuściły moje usta, by zająć się tyłkiem. Patryk najpierw delikatnie wsunął jeden palec, a ja napiąłem się nieprzyjemnie. To było dziwne, ale i podniecające jednocześnie.
                – Rozluźnij się – szepnął chłopak i wsunął palec głębiej, by po chwili zacząć nim ruszać. Syknąłem, bo nieprzyjemne uczucie się nasiliło. – No, przecież potrafisz.
                – Kurwa, czekaj – warknąłem, łapiąc go za ramię. – To… nowe.
                Patryk znieruchomiał, patrząc na mnie z niedowierzaniem.
                – Nowe? – powtórzył głupio.
                – No… nigdy nie byłem na dole – wyjaśniłem, czując się coraz gorzej. Wstyd i świadomość tego, że tak łatwo traciłem przy nim kontrolę, uderzyły we mnie całą mocą.
                Patryk zaklął szpetnie, odsuwając się ode mnie. Siedział obok jakieś dwie sekundy, by nagle zerwać się i niemal wybiec z pokoju. Nago. Patrzyłem za nim z otwartymi ustami. Co się właśnie stało? Nie zdążyłem jednak wyjść nawet z otumanienia, bo wrócił z jakąś buteleczką w ręku. Rzucił ją na łóżko i znalazł się w poprzedniej pozycji, zanim w ogóle zdążyłem ogarnąć co się dzieje.
                – Co to jest? – Opadłem na poduszki i podniosłem buteleczkę. No tak, żel intymny. Włącz mózg łajzo, pomyślałem z irytacją na swoją głupotę.
                – Zamknij oczy – poprosił Patryk z uśmiechem.
                – Po co?
                – Zobaczysz. – Przez jakiś czas wpatrywaliśmy się w siebie. Przewrócił oczami. – No dalej. Nie ufasz mi?
                – Jakoś nie bardzo. – Uniosłem brwi, a on parsknął.
                – Psujesz zabawę. Po prostu się rozluźnij. To moja prośba za wygraną – dodał.
                Usta chłopaka kolejny raz wylądowały na moich. Poddawałem się im, czując, że moje podniecenie znów wzrasta. Dłonie Patryka sunęły po mojej klatce piersiowej, zahaczając co chwila o sutki. Dołączyły do nich także usta, pozostawiając moje wargi samotnie. Oddychałem głęboko, czekając na to, co się za chwilę stanie. Pieścił moje ciało powoli, dokładnie, a gdy w końcu dotarł do męskości, byłem już maksymalnie pobudzony. Nagle drgnąłem, gdy jednocześnie jego usta znalazły się na moim penisie, a śliskie palce przy dziurce. Przymknąłem oczy, tak jak prosił, poddając się temu całkowicie. Tym razem palec bez większych przeszkód pokonał zaciśnięte mięśnie i zaczął się poruszać w moim wnętrzu. Nie wiedziałem czy mam się skupić na języku, pieszczącym mojego penisa, czy… och, drugim palcu we mnie.
                Jęknąłem głośno, nie mogąc się już powstrzymać. Krew krążyła mi w żyłach coraz szybciej. Ale to nie był koniec. Po jakimś czasie Patryk trafił w końcu na prostatę, a ja wydarłem się niekontrolowanie, czując nagłą przyjemność. Dziękowałem wszystkim bogom, że sypialnie gospodarzy i Magdy są daleko od naszych. Moje hamulce puszczały, a ja zacząłem falować biodrami. To nie tak, że nie bolało, ale ta niedogodność jakimś cudem jeszcze bardziej mnie nakręcała.
                Chłopak wypuścił mnie z ust, wsunął do mojego wnętrza trzeci palec i pocałował mocno w usta, zaczynając mnie pieprzyć dłonią. Fale rozkoszy rozchodziły się po moim ciele raz za razem, gdy uderzał w najwrażliwszy punkt. Nagle sapnąłem i spuściłem się na nasze brzuchy. Jeszcze parę jęków wydobyło się z moich ust, zanim orgazm mnie nie opuścił. To było zbyt dobre. Czemu wcześniej tego nie spróbowałem?
                Uspokajając się powoli, otworzyłem oczy, by spojrzeć na Patryka. Nie czułem się winny, że to trwało tak krótko. Nie chciałem się hamować, a jego wzrok, w którym dostrzegłem zadowolenie i jakąś dziwną dumę, jeszcze upewnił mnie, że nie mam się o co martwić. Patryk oddychał szybko, a jego penis zapewne domagał się dotyku. Jednak nie nalegał, bym się tym zajął. W ogóle nic nie mówił.
                – Strzep sobie dla mnie – wychrypiałem, dotykając jego policzka.
                Nie musiałem mu dwa razy powtarzać. Patryk zabrał się do roboty, a niedługo później jego nasienie dołączyło do mojego. Z fascynacją obserwowałem jak jego twarz wygląda podczas orgazmu. Był piękny. Idealny.
                Zamruczałem z zadowoleniem. Jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, żebym po zbliżeniu z kimś miał taki… luz. To co teraz czułem… Uch. Nie potrafiłem tego opisać.
                – Jestem pierwszy. – Wyszczerzył zęby, gdy jego oddech w miarę się wyrównał. Nadal górował nade mną.
                – Hm?
                – Pierwszy – powtórzył durnie. Opadł obok mnie na materac i cmoknął mnie w bark.
                Zaśmiałem się, dopiero teraz zdając sobie sprawę o czym mówi.
                – Tak, możesz to sobie zapisać w pamiętniczku jako osiągnięcie życiowe – zadrwiłem.
                Patryk nie przestawał się szczerzyć, co po chwili i mi się udzieliło.

11 października 2016

Wiersz "Prawda jest okrutna"


Najczęściej jest tak,
że nam się jedynie zdaje.
I nie możemy wyjść z błędu.
Prawda jest okrutna.

5 października 2016

[14] Gonitwa


Usta Patryka naparły na moje, a jego język już po chwili wdarł się między wargi. Całowaliśmy się gwałtownie, z pragnieniem, które dotąd tłumiliśmy. Przyjąłem uległą rolę, nie mając żadnych obaw. Wszelkie myśli wyparowały na rzecz przyjemności obezwładniającej moje ciało. Jęknąłem, gdy Patryk całe wieki później niecierpliwie potarł dłonią o moje krocze, drażniąc już pobudzonego penisa.
Spojrzał mi w oczy, na chwilę zaprzestając pocałunków i odetchnął głęboko, sprawiając wrażenia, jakby wdychał mój zapach.
– Już dawno chciałem to zrobić – wymruczał wprost w moje wargi.
– Mnie to mówisz? – Zaśmiałem się cicho i objąłem go ciaśniej. Wciąż trzymał dłoń na moim kroczu i co jakiś czas czułem jak przesuwa palcem po skórze nad krawędzią spodni. – Nie przestawaj – szepnąłem, znów przyciągając go do pocałunku.
Tym razem nasze usta powoli się o siebie ocierały, poznając siebie nawzajem. To było cudowne uczucie. Jego dotyk pobudzał mnie. Zacząłem się obawiać, że to tylko sen, że to niemożliwe, byśmy tu tak po prostu wylądowali, dając upust temu, czego obaj pragnęliśmy. Obaj. Nie tylko ja.
Zsunąłem jedną dłoń z jego szyi na biodro i uniosłem koszulę, bym mógł dotknąć brzucha chłopaka. Napiął się pod moim dotykiem i wymruczał coś niewyraźnie.
– Nie mam gumek – sapnął, odsuwając się ode mnie odrobinę.
– Ja też nie.
Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się szeroko.
– Trudno – stwierdził i rozpiął mi spodnie, przez co miałem wrażenie, że temperatura otoczenia wzrosła dwukrotnie.
Też sięgnąłem do jego spodni i wyczułem, że jesteśmy na równi podnieceni. Dodało mi to trochę pewności siebie. Cholera. Przecież zwykle to ja panowałem nad sytuacją. Teraz miałem wrażenie, że to wszystko to tylko jakiś żart, który dodatkowo sobie wymyśliłem.
A jednak byliśmy tu obaj prawdziwi, pragnący swojego dotyku. Jęknęliśmy równocześnie, gdy nasze dłonie zaczęły pieścić najwrażliwsze części ciała. Spodnie i majtki zostały zsunięte na tyle, byśmy mogli się nawzajem masturbować. Przyjemność zaćmiła mój już i tak niedziałający umysł. Odchyliłem głowę w tył, opierając ją o mur i wypchnąłem biodra, wbijając się mocniej w jego rękę. Sam poruszałem dłonią po członku chłopaka, napawając się jego długością. Nie był gruby, a ja już wyobrażałem sobie jak to by było mieć go w sobie. Z nim nie powinno być problemów z bólem, jeśli bym się dobrze przygotował…
Sapnąłem, gdy szybciej zaczął poruszać ręką, doprowadzając mnie tym na skraj. Co jakiś czas się całowaliśmy, nie mogąc się powstrzymać mimo szybkich oddechów.
– Seba… – warknął tuż przy moim uchu i zaczął poruszać biodrami. Jego głos był zachrypnięty i doskonale słyszałem napięcie, które nim owładnęło. – Jeszcze chwila…
– Mhm… Ja też. – Drugą dłonią pogładziłem policzek Patryka. Spojrzałem mu w oczy w samą porę, gdy jęknął niekontrolowanie i zadrżał. Doszedł w mojej dłoni, robiąc przy tym minę, którą z pewnością jeszcze długo będę pamiętać. Nie zaprzestał ruchów na moim penisie, sprawiając, że już po chwili i mnie dosięgną orgazm. – Och tak… – sapnąłem, wyginając się przy tym mocno.
Patryk obserwował mnie uważnie, uśmiechając się lekko.
– Masz chusteczki? – zapytał, gdy już odrobinę uspokoiliśmy oddechy.
– Mhm. W tylnej kieszeni – szepnąłem. Miałem wrażenie, że nogi mam jak z waty. Cieszyłem się, że mogę się opierać o ścianę, bo było mi głupio, że tak reaguję.
Chłopak wyciągnął chusteczki i wytarł nas ze spermy. Pozwalałem mu to robić, bo sam naprawdę nie miałem ochoty się ruszać. Dalej nie potrafiłem uwierzyć w to, co się stało. Być może zbyt długo czekałem, nie widząc żadnych szans… A teraz zrobiliśmy to tak po prostu… Bez żadnego uprzedzenia.
Podciągnęliśmy i zapięliśmy spodnie, kończąc doprowadzać się do porządku. Teraz mógł nas zdradzić jedynie pot. Z tym jednak nie mieliśmy co zrobić.
– Wracamy? – zapytał Patryk. – Mogą zacząć nas szukać.
Znaleźliśmy Magdę i Marcina na parkiecie i wbrew temu, co wcześniej ustaliliśmy, zamówiliśmy drugie piwo. Usiedliśmy na barowych krzesełkach i wpatrzyliśmy się w tłum.
– Magda dobrze tańczy – oceniłem po chwili wgapiania się w parę.
– Fajnie razem wyglądaliście. – Patryk szturchnął mnie w ramię z uśmiechem na ustach. – Mimo tego, że jest wyższa.
– Ej! – fuknąłem. – Coś ci we mnie nie pasuje?
Chłopak zaśmiał się i pochylił w moją stronę, patrząc mi głęboko w oczy.
– Jest idealnie – powiedział na tyle cicho, że ledwo go usłyszałem w panującym tu hałasie. Zrobiło mi się cieplej na sercu i miałem ochotę go pocałować, jednak nie mogłem sobie na to pozwolić w tej sytuacji. Magda mogła nas zobaczyć. Jednak ta świadomość nie przeszkadzała mi we wgapianiu się w jego niebieskie oczy.
Co ja do cholery robię?
 Do domu wróciliśmy nad ranem i praktycznie musieliśmy od razu iść nakarmić konie. Chciało mi się spać, ale nie mogłem sobie na to pozwolić. Magda, jak wcześniej obiecała, pomogła nam ze wszystkim. Po wyprowadzeniu koni na padok, stwierdziliśmy w trójkę, że się trochę prześpimy, a dopiero później zrobimy obrządek.
Patryk poszedł ze mną do pokoju i obaj padliśmy na moje łóżko, wcześniej zamykając drzwi na klucz. I tak będzie to dziwnie wyglądać, ale nie chciało nam się o tym myśleć. Ułożyliśmy się obok siebie wygodnie i zasnęliśmy, wykończeni wrażeniami.
***

– Sebastian – usłyszałem, wybudzając się ze snu. Chciałem otworzyć oczy, ale szczypały mnie niemiłosiernie. To są właśnie skutki nieprzespanej nocy.
– Co? – jęknąłem niezadowolony.
Poczułem pocałunki na policzkach, co ostatecznie mnie rozbudziło. Spojrzałem niewyraźnie na Patryka, który uśmiechał się do mnie lekko, z twarzą naprawdę blisko mojej. O tak. Ten widok mógłbym mieć zawsze po przebudzeniu.
– Mamy jeszcze robotę – przypomniał chłopak i przeczesał palcami moje włosy. Podejrzewałem, że wyglądały okropnie, bo od wczoraj nie poświęciłem im ani grama uwagi.
– Ile spaliśmy? – mruknąłem.
– Cztery godziny.
– Cholera… – Przewaliłem się na brzuch i uniosłem na łokciach, zakrywając twarz dłońmi. – Nie chce mi się nigdzie iść.
Patryk ułożył się na boku, patrząc na mnie uważnie. Dłonią delikatnie gładził moje plecy, trochę jakby nie był pewien, czy może. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Uśmiechnąłem się szeroko, czując specyficzne ciepło w klatce piersiowej.
Niestety on nie podzielał mojego entuzjazmu.
– Seba… Ja… – zaczął koślawo i westchnął, przerywając. Jego dłoń znieruchomiała na moich łopatkach. – Nie chcę cię oszukiwać, bo nadal coś czuję do Adama… – wymamrotał w końcu, a mój uśmiech zniknął z twarzy. – Kurde, nie wiem, co z tym zrobić… Podobasz mi się… Ale…
– Patryk – przerwałem mu. Jeśli ma to tak wyglądać, rozumiem. – Niczego sobie nie obiecywaliśmy.
– Wiem. Ale głupio się z tym czuję – mruknął i spojrzał na mnie smutno. – Przepraszam. Nie chcę ci robić nadziei czy coś…
Uśmiechnąłem się lekko, sztucznie. Już zrobiłeś, pomyślałem. Teraz jednak, gdy go spróbowałem, nie mogłem dopuścić, by się odsunął. Chciałem brać chociaż to, na co miałem szansę. Najwyżej później będę ponosił tego konsekwencje.
– Moje relacje z facetami nigdy nie opierały się na czymś więcej niż seksie – przypomniałem mu. – Ty chyba nigdy… – Zmarszczyłem brwi i spróbowałem na nowo. – Obaj potrzebujemy bliskości. Tylko tyle, nic więcej. – Spojrzałem na niego z napięciem. Bałem się jego reakcji. Zaboli mnie, jeśli zostanę teraz odepchnięty.
– Czyli co mamy robić? – dopytał zmieszany.
– Nic. Możemy robić co nam się żywnie podoba, w końcu nie jesteśmy razem. – Uśmiechnąłem się jednym kącikiem ust. – Ale skoro obaj jesteśmy samotni, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby uprawiać seks.
Patryk uniósł brwi i roześmiał się cicho. Na jego policzkach pojawiły się delikatne rumieńce.
– Czy ty nie masz wstydu? – spytał wesoło. – Skoro tak do tego podchodzisz, to dobrze. – Położył dłoń na moim karku i przyciągnął do krótkiego pocałunku, przez który mój żołądek wywinął koziołka. – Spróbujmy w takim układzie – szepnął z zadowoleniem.
Kurwa. Co ja najlepszego zrobiłem? Mogłem go odepchnąć, albo powoli namówić do związku. A ja zrobiłem najgorsze, co mogłem w tym przypadku! Jestem w nim do cholery zakochany, seks mi nie wystarczy. Czuję, że w najbliższym czasie skończę ze złamanym sercem.
Patryk odsunął się odrobinę i spojrzał mi w oczy. Dziękowałem Bogu, w którego nie wierzę, że nie jestem AŻ takim złym aktorem, bo z pewnością dostrzegłby, że coś jest nie tak.
– Ale teraz serio musimy iść – powiedział. – Lepiej żebyśmy my poszli po Magdę, a nie ona po nas.
***

O siedemnastej skończyliśmy obrządki i w trójkę usiedliśmy przed padokiem, gdzie jeździły dzieciaki.
Patryk i Magda rozmawiali o czymś, a ja nawet nie próbowałem wyłapać kontekstu. Siedziałem obok nich, zamyślony i nieobecny. Nie miałem sił na myślenie o dziwnym układzie, który powstał między mną a szatynem. Obserwowałem za to jak trener upomina dzieciaki. Wszystkie jego uwagi były jak rzucanie grochem o ścianę. Na chwilę mali jeźdźcy się poprawiali, by zaraz popełniać te same błędy.
                Nagle usłyszałem sygnał w mojej komórce. Odblokowałem ją, by przeczytać sms od, jak się okazało, Daniela.
                „Cześć. Właśnie pożegnałem się z pierwszym, oficjalnym klientem mojej firmy. Nie wiedziałem, że to będzie takie stresujące! Opowiadaj co u ciebie, dawno się nie odzywałeś.”
                Uśmiechnąłem się lekko do ekranu i zaraz wystukałem odpowiedź.
                „Super! Trzymam kciuki. Mam nadzieję, że nie będziesz za dużo harował…”
                „Nie martw się, mam wszystko pod kontrolą. W końcu :) To co tam u ciebie?”
                „Nie jestem pewien… Chyba potrzebuję porozmawiać, ale jeżeli już, to jutro. Jestem wykończony.”
                „Możesz dzwonić kiedy chcesz.”
                Uśmiechnąłem się smutno, wyłączyłem komórkę i schowałem ją do kieszeni moich spranych spodni.
                – Coś się stało? – zapytał szatyn i trącił mnie bokiem, przez co musiałem się podeprzeć o murek, by nie stracić równowagi. W odpowiedzi naparłem na niego ramieniem, a gdy chciałem się odsunąć, położył mi rękę na barku i przytrzymał tak, żebym mógł się o niego oprzeć.
                – Chce mi się spać – stęknąłem.
                – Noo. Mi też – dodała Magda i oparła się o Patryka z drugiej strony. Chłopak zaśmiał się cicho i jej też założył rękę na ramiona.
                Spojrzałem na nich z boku, uśmiechając się ciepło. Magda zerknęła na mnie i odwzajemniła gest. Czasem śmieszyło mnie, że jeszcze kilka lat temu wszyscy myśleli, że będziemy razem. I to tylko z tego powodu, że nie jesteśmy spokrewnieni i mieszkamy pod jednym dachem – coś musiało z tego wyjść! Podobno... Jednak przypuszczam, że nawet jeśli nie byłbym gejem, nie potrafiłbym się z nią związać. W końcu razem się wychowaliśmy, jest dla mnie jak siostra.
                Miałem wrażenie, że wieczór nastał milion lat później. Byłem wykończony nieprzespaną nocą i emocjami, które z jednej strony we mnie szalały, z drugiej całkowicie zostałem ich pozbawiony. Nie pomógł też Patryk, który przed drzwiami do mojego pokoju, zamiast wejść jak zwykle, mocno mnie pocałował i zostawił w korytarzu oniemiałego. Przez te zagranie miałem problem z zaśnięciem. Myśli przelatywały przez moją głowę z zawrotną prędkością. W końcu jednak zmęczenie wzięło górę i zapadłem w niespokojny sen.

1 października 2016

28 września 2016

[13] Gonitwa


Następnego dnia wywinęliśmy się od jazdy, twierdząc, że oboje chcemy wypocząć. Pomogłem tym Patrykowi, nie chcąc, by trener zauważył, że coś jest nie tak. Chłopak chodził cały dzień struty, nie bardzo wiedząc co ze sobą robić. Obowiązki pomagały, dzięki nim ruszył z miejsca.
– Co zamierzasz w ogóle zrobić dalej? – zapytałem, gdy po sprzątnięciu boksów usiedliśmy na murku przed stajnią. Słońce grzało nam w plecy. Miałem na sobie jedynie krótkie spodenki i gumiaki, które po chwili też ściągnąłem. Moja skóra była opalona i o wiele ciemniejsza niż w zimie, co mi się bardzo podobało. Patryk też był opalony, choć trochę mniej niż ja. Teraz jednak mogłem podziwiać jego płaski, niemal wklęsły brzuch i niewielkie mięśnie.
– Z czym? – dopytał ponuro.
– No… Adam chyba nie wie, że ty wiesz – Nie bardzo wiedziałem jak o tym rozmawiać. Może w ogóle powinienem unikać tego tematu?
– Wysłałem mu te zdjęcie w nocy. – Przetarł twarz dłonią. – Odpisał „to już chyba wszystko jasne”.
– Ja pierdole! Nawet nie próbował tego tłumaczyć?! – uniosłem głos. Zaraz jednak przystopowałem, bo niedaleko biegały dzieciaki, które jakiś czas temu skończyły jazdę. Nie chciałem, by zwróciły na nas uwagę.
– Nie. To już koniec… – mruknął. – I pomyśleć, że gdyby nie Ewka, to o niczym bym nie wiedział i dalej się łudził, że mam do czego wracać. – Prychnął. – Już nawet nie wiem czy jestem bardziej wściekły, czy smutny.
– Dobrze, że mieszka po drugiej stronie Polski, bo serio mam ochotę mu przywalić – warknąłem, na co Patryk się zaśmiał.
Spojrzałem na niego zaskoczony. Jego serio coś rozbawiło, pomyślałem, widząc radosne błyski w jego oczach. Cóż. Podejrzewam, że nie ma nic dziwnego w tym, że już na drugi dzień po zerwaniu z chłopakiem się śmieje. W końcu on się śmieje cały czas. Czy to z nerwów, czy z radości… Więc dlaczego nie ze smutku? To jest dziwny człowiek.
– Wybacz, ale wyobraziłem sobie jak próbujesz dosięgnąć pięścią jego twarzy… – wydusił, zaczynając śmiać się jeszcze bardziej.
– Co? – Z początku nie dotarło do mnie co miał na myśli. Później miałem mieszane uczucie. Z jednej strony się cieszyłem, że się śmieje… z drugiej… przecież on wyśmiewa mój wzrost! – No dzięki – prychnąłem. Szturchnąłem go w bok, a ten zaczął się śmiać jeszcze mocniej. – Przyjechałbym do niego na Sarnadzie. Z niego mógłbym go nawet kopnąć – powiedziałem odkrywczo, myśląc nad tym intensywnie. – Tak pewnie bym zrobił…
Naburmuszyłem się, gdy dostał głupawki, nie mogąc się uspokoić. No dobra, pomyślałem, ale może już koniec? Ja serio jestem zakompleksiony, jeśli chodzi o wzrost…
Westchnąłem i zeskoczyłem z murku.
– Ej, gdzie idziesz? – zawołał za mną i już po chwili objął ramieniem moją szyję, pocałował w policzek i wyszeptał do ucha. – Dzięki.
To wystarczyło, żeby mnie udobruchać.
***

Kolejne dni minęły nam pod patronatem skoków. Do tej pory był jedynie tor i zwiększanie liczby okrążeń, a teraz doszły prawdziwe skoki przez przeszkody. Półtorametrowe. Masakra. Ta dyscyplina moim zdaniem jest przyjemna do jednego metra, później zaczyna się ciężka praca. Która, z tego co zauważyłem, odpowiadała Patrykowi najbardziej ze wszystkiego.
Od czasu zerwania szatyna z Adamem, zaczęło się z nami dziać coś dziwnego. Wcześniej na siebie patrzyliśmy, lecz teraz nie mogliśmy oderwać od siebie wzroku. Zdawałem sobie sprawę, że zmienił do mnie podejście. Już nic go nie trzymało przy Adamie, mógł robić co chciał. Pytanie czego chciał.
Wieczorem nadal spotykaliśmy się u mnie w pokoju, rozmawiając o pracy, ogierach, coraz częściej o Pardubickiej i obawach z nią związanych. Czasem graliśmy w karty, choć rzadziej.
Już dawno się ze sobą zżyliśmy, ale teraz byliśmy dosłownie nierozłączni. Wszędzie chodziliśmy razem, a trener zaczął się w pewnym momencie z nas śmiać, że niedługo będzie musiał szukać innego dżokeja, bo nawet jeździć będziemy na jednym koniu. Prawie dostałem wtedy zawału, bo sądziłem, że się domyślił o naszej orientacji – nie pytajcie, gdzie wtedy były moje myśli. Na szczęście po prostu chciał nam odrobinę dopiec.
Dokładnie szesnastego sierpnia, gdy siedziałem sam w pokoju (Patryk musiał coś pomóc Dagmarze), zadzwoniła moja mama. Dopiero wtedy przypomniałem sobie o obietnicy złożonej siostrze.
– Cześć kochanie – usłyszałem jej głos przez komórkę.
– Cześć. Co tam u was? – Ułożyłem się na plecach i przymknąłem oczy, wsłuchując się w jej słowa.
– Dobrze. Coraz lepiej. Dwie krowy nam się ocieliły. Będziemy mogli sprzedać młode na rzeź – powiedziała radośnie. – Za niedługo twoja siostra ma urodziny – przypomniała, a ja próbowałem pozbyć się wrażenia, że tak szybkie przeskakiwanie z tematu na temat w wykonaniu mojej mamy jest trochę jakby upiorne.
– Wiem. Wpadnę do was.
– No mam nadzieję. Tyle czasu cię nie widzieliśmy… W ogóle słuchaj, co ja mam jej kupić? Nie mam żadnego pomysłu…
– Może jakiś zestaw szczotek, albo kosmetyków? Coś z tym związane. – Zacisnąłem usta. – W ogóle wiesz, co będzie chciała robić po gimnazjum? To chyba już najwyższa pora, by złożyła gdzieś papiery.
– Mówiła, że ma to załatwione…
– I gdzie idzie? – zdziwiłem się. Coś mi tu bardzo nie pasowało, po co by mnie prosiła o pomoc w przekonaniu rodziców?
– A nawet nie wiem… Magda! – krzyknęła, a ja musiałem odsunąć telefon od ucha, by nie ogłuchnąć. – Gdzie składałaś papiery do szkoły?! – Cisza. Minuta. Dwie.
– Mamo? – rzuciłem do słuchawki.
Nic. Zmarszczyłem brwi i spojrzałem na komórkę. Połączenie zostało urwane.
– Co robisz? – usłyszałem głos Patryka obok siebie i aż podskoczyłem przestraszony. – Spokojnie, nie gryzę – zaśmiał się. – Suń się.
Nawet nie zauważyłem, kiedy wszedł, pomyślałem skonsternowany i przesunąłem się bardziej do ściany, by zrobić mu miejsce. Mój telefon zadzwonił, a ja niemal natychmiast odebrałem.
– Mamo? Coś przerwało.
– To ja, Magda – usłyszałem drżący głos. – Sorry… Trochę pokomplikowałam. Daję ci mamę.
Po sekundzie usłyszałem krzyk mojej rodzicielki.
– Czy ty wiesz, co ona zrobiła?! – wrzasnęła na tyle głośno, że nawet Patryk mógł to usłyszeć. Chłopak spojrzał na mnie z zaskoczeniem. – Złożyła papiery do Wrocławia! I to do technikum fryzjerskiego!
– Mam wyjść? – szepnął szatyn, na co pokręciłem głową.
– Wiem – skłamałem.
– Jak to wiesz?! To co się wcześniej głupio pytałeś?! W ogóle czemu ja o niczym nie wiem! – nadal krzyczała, a ja westchnąłem ciężko.
– Uspokój się – nakazałem. – Myślałem, że wam powiedziała, ale najwidoczniej nie. – Gdy nie odpowiedziała, kontynuowałem – wiem, że martwisz się o dojazd, bo to drogo i tak dalej… Ale ja za to zapłacę, dobrze?
– Skarbie, nie możemy wiecznie od cie…
– Daj spokój – przerwałem jej. – Sam jej to zaproponowałem – skłamałem po raz drugi. – Tylko myślałem, że ma od was zgodę. Przepraszam, że wcześniej nie pytałem.
– Magda, to prawda? – zapytała dziewczyny. Nie zrozumiałem, co odpowiedziała. – No dobrze, niech wam będzie. Ale to ostatni raz jak robicie coś za moimi plecami!
– Dobrze mamo, daj mi jeszcze na chwilę Magdę.
– Jasne. Ja wracam do roboty – westchnęła. – Trzymaj się, skarbie.
– No pa.
– Seba? – odezwała się moja siostra. Miałem wrażenie, że płacze.
– Uznamy, że to twój prezent urodzinowy, dobrze? – zapytałem spokojnie. – I jak coś, to był mój pomysł, a nie twój.
– Dobrze! Jesteś wspaniały! Tak bardzo chciałam tam iść i nie wiedziałam co robić…
– Iga – przerwałem jej – następnym razem mów wcześniej, a nie po fakcie. Kiedy ty w ogóle złożyłaś tam papiery?
– Dwa miesiące temu.
– A kilkanaście dni temu przyszłaś do mnie, żebym z rodzicami porozmawiał. Serio? Poważna jesteś? – Przetarłem twarz dłońmi. – Wiesz przecież, że bym ci pomógł.
– Wstydziłam się.
– Czego?
– Tak samo jak ty. Oddaliliśmy się… A ostatnio już całkiem nie wiedziałam co robić…
Zatkało mnie. Czy to wszystko doprowadziło aż do tego? Przecież ich kocham. Są moją rodziną i powinni wiedzieć, że mogą na mnie liczyć… No tak. Ale czy ja liczę na nich? Z całą pewnością nie. Mogłem się domyślić, że działa to w obie strony.
– Zobaczymy się na twoich urodzinach, to pogadamy, co? – mruknąłem niepewnie. Nie miałem pojęcia, jak naprawić nasze relacje. I czy w ogóle jest to możliwe z moim stylem życia i charakterem.
– Jasne. To do zobaczenia!
– No cześć.
Rozłączyłem się i spojrzałem na Patryka. Chłopak leżał na brzuchu z głową odwróconą w moim kierunku. Obserwował mnie przez cały czas trwania rozmowy.
– Jesteś za dobry dla swojej siostry – stwierdził.
– A co mogłem zrobić?
– Chociaż na nią nakrzyczeć. – Wzruszył ramionami i objął mnie ramieniem. Było przyjemnie czuć przy sobie jego ciepłe ciało. – Jesteś za dobry. Ludzie cię będą wykorzystywać.
– Mówisz? – parsknąłem. – A może nie mam wcale nic przeciwko? – Uniosłem brwi, patrząc w jego oczy z pewnością siebie.
– Jesteś dziwny – mruknął i wyciągnął swoją komórkę. – Zobacz, co wczoraj znalazłem.
Zajęliśmy się oglądaniem jakichś durnych filmików na youtube. Śmialiśmy się przy tym tak głośno, że z pewnością słychać nas było na korytarzu, a może jeszcze dalej. Straciłem rachubę czasu, kompletnie zapominając o wcześniejszych problemach z rodziną. Teraz nie liczyło się nic.
W pewnym momencie do mojego pokoju wpadła Magda z wielkim wyszczerzem na twarzy.
                – Jedziecie ze mną do Wrocławia! – zawołała.
                – Co? – odpowiedzieliśmy jednocześnie.
                – Mój chłopak mnie zaprosił do klubu, ale nie chcę sama iść. To jak? Zbieracie się? – Usiadła obok nas i zajrzała na komórkę, którą Patryk trzymał. – I tak nie robicie nic pożytecznego.
                – To ty masz chłopaka? – palnął szatyn.
                Zacząłem się śmiać z jego głupiej miny, a Magda z wyższością zjechała nas spojrzeniem i westchnęła cierpiętniczo.
                – Od tygodnia jesteśmy razem – wyjaśniła. – Ma na imię Marcin i jest bardziej ogarnięty od was dwóch razem wziętych.
                – To musi być miłość, skoro ktoś taki z tobą jest – dociął Patryk, za co dostał kuksańca w żebra. – Au!
                – A kto się jutro zajmie końmi? – mruknąłem, chcąc jednocześnie uciąć tą bezsensowną rozmowę.
                – My. Też wam pomogę. Nie będziemy dużo pić, tylko pojedziemy potańczyć. – Klepnęła Patryka w ramię, bo do niego miała bliżej. – No dalej. Zbierać te chude dupy z łóżka.
                Spojrzałem na szatyna i wzruszyłem ramionami. W sumie co nam szkodzi? Nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłem na jakiejś imprezie. Chyba jeszcze przed zabiegiem Daniela.
Przebraliśmy się więc w wyjściowe ciuchy i już godzinę później jechaliśmy do miasta. Z Marcinem mieliśmy się spotkać na miejscu. Po drodze dowiedzieliśmy się, gdzie się uczy, gdzie mieszka, jak wygląda, ile ma rodzeństwa i różne inne bzdury na czele z datą, kiedy pierwszy raz powiedział słowo „mama”. Wspominałem kiedyś, że kobiety mnie przerażają? Nie? Mój błąd. Kobiety mnie przerażają.
– Czy ona zawsze tyle gadała? – szepnął do mnie Patryk, gdy już na miejscu wyszliśmy z taksówki.
– Raczej nie… Chyba się stresuje – odszepnąłem.
Magda ruszyła w tylko sobie znanym kierunku, a my podążyliśmy za nią. Tak naprawdę nie miałem pojęcia, gdzie są jakieś kluby dla hetero i plułem sobie w brodę, że nigdy się tym nie zainteresowałem. Mam nadzieję, że nie wyjdzie to dzisiaj, bo nie będzie ciekawie, przecież dziewczyna wie, że często tu po to jeździłem.
Marcina spotkaliśmy pod klubem, blisko rynku. Był to – czego się już spodziewałem, dzięki gadaninie Magdy – wysoki blondyn z szerokimi barkami i nienagannym strojem… Podobno zawsze dobrze wygląda. Przywitaliśmy się z nim, wymieniając uściski dłoni i weszliśmy do klubu. Była już północ, więc nie czekaliśmy długo w kolejce.
Już w środku poszliśmy do baru, by kupić sobie alkohol. Swoją drogą dziwny był dla mnie widok mężczyzn tańczących z kobietami. Nigdy nie byłem w tego typu klubie. Od zawsze wiedziałem o mojej orientacji, a że byłem, cóż, odludkiem, to nie miałem okazji przyjść tu z przyjaciółmi. Dopiero jako siedemnastolatek wylądowałem w klubie gejowskim, gdzie spotkałem Daniela.
Z zamyślenia ocknąłem się dopiero wtedy, gdy Patryk postawił przede mną piwo.
– Masz. Ale tylko po jednym dzisiaj. Nie chcę powtórki z kacem rano – powiedział mi do ucha, a ja przytaknąłem.
Wypiliśmy przy barze, bo nigdzie indziej nie było miejsca. Patryk z Marcinem zaczęli rozmawiać o czymś związanym z samochodami, a ja nawet nie udawałem, że słucham. Patrzyłem za to na parkiet, zastanawiając się, jak by to było tańczyć z kobietą.
– Chcesz zatańczyć? – zapytałem Magdy, gdy zauważyłem, że dopiła piwo i czeka na swojego chłopaka, który zostawił alkohol na rzecz rozmowy.
– Pewnie. – Uśmiechnęła się szeroko i chwyciła mnie za rękę. Ruszyliśmy na parkiet pod ostrzałem spojrzeń Patryka i Marcina.
Zaczęliśmy się ruszać w takt muzyki. Okręcałem ją co chwilę, wywołując na jej twarzy zadowolony uśmiech. To było przyjemne. Nie musiałem walczyć o prowadzenie, tylko naturalnie przyjąłem rolę tego, kto decyduje jaki krok mamy zrobić za chwilę. Zadziwiająco szybko dopasowaliśmy się do swoich ruchów. Niestety już po dwóch piosenkach Marcin odbił mi dziewczynę, co skwitowałem cichym, ironicznym śmiechem. Widać było, że jest zazdrosny.
Wróciłem do Patryka, nadal stojącego przy barze. Spoglądał na mnie z rozbawieniem.
– No co? – zapytałem głośniej, by mnie usłyszał.
– Byś widział jego minę. Chyba sobie uświadomił, że mieszkacie pod jednym dachem. – Zaśmiał się i objął mnie ramieniem po przyjacielsku. – Spróbujemy wyrwać razem jakąś laskę? – wymruczał mi do ucha.
– Po co?
– Tak o, dla jaj. – Znów się zaśmiał. – Chodź.
Pociągnął mnie w stronę tłumu i zacząłem tańczyć tym razem przy Patryku. Tak naprawdę pierwszy raz widziałem jak się ruszał na parkiecie. Poprzednim razem nie miałem okazji podejrzeć, bo sam się zwinąłem szybko z zasięgu wzroku jego i Adama.
– Tamta. – Mruknął mi do ucha w pewnym momencie i wskazał dłonią młodą dziewczynę, która tańczyła samotnie kilka kroków (i ludzi) dalej.
Przecisnęliśmy się do niej i już po chwili tańczyliśmy w trójkę z nią w pomiędzy nami. Miała brązowe, falowane włosy, które co jakiś czas zaczesywała do tyłu, bo opadały na twarz i oczy. Była piękna, zadbana, ubrana odpowiednio na taką imprezę, lecz nie wyzywająco i nie miała tapety na twarzy, co mnie zawsze dodatkowo odstraszało. Mimo tego, mój wzrok co chwilę padał na Patryka. Często się przyłapywaliśmy na tym, że patrzyliśmy sobie w oczy o wiele za długo, by można było to uznać za normalne.
Dziewczyna chyba to zauważyła, bo w pewnym momencie uśmiechnęła się do nas i zostawiła samych, już nieszczególnie zainteresowanych otoczeniem. Widziałem jak Patryk spoważniał, a jego oczy zdradzały pragnienie. Co chwilę zerkał na moje usta, które co jakiś czas poruszały się zgodnie ze słowami znanych mi piosenek.
– Wychodzimy – mruknął mi w pewnym momencie do ucha i chwycił za rękę, ciągnąc w stronę wyjścia.
Podążyłem za nim potulnie i już po chwili wylądowaliśmy na ulicy. W żołądku aż mi się skręcało, gdy zaprowadził mnie w jedną z pustych i ciemnych uliczek i pchnął na pobliską ścianę. Nie wiedziałem, który pierwszy co zrobił. Być może on się schylił albo to ja pociągnąłem go do siebie. A może jedno i drugie. Nie ważne. Celem było złączenie naszych ust.