6 kwietnia 2017

Budynek jak...




Jestem na studiach projektowania wnętrz. Gdybym miała się utożsamić z jakimś budynkiem, byłabym tym u góry.
Znajduje się w moim rodzinnym mieście (Opole!). W życiu nie chciałabym w nim zamieszkać, ale mogłabym od czasu do czasu tam bywać. Wiele rzeczy w jednym miejscu. Niby kolorystycznie ok, ale jednak coś nie gra. Stare z nowym, mieszanka styli i pomysłów. Mimo to jego funkcja jest spójna i klarowna - trzeba jednak wejść do środka, by to stwierdzić.
Tak. To zdecydowanie JA.

Jest jakiś psycholog na sali?

xD

Pozdrawiam!

2 kwietnia 2017

Informacja z okazji po-dnia (stwarzam słowowa...)

Wybaczcie za wczoraj, ale... nie oszukałam Was. xD

Aktualnie mam napisane tyle, ile widzicie na "dowodzie" (tak, chodzi o ilość słów).
Tak jak we Wracaj do domu pojawi się dziesięć rozdziałów. Tym razem będę skakać w czasie i nie liczcie na dokładną relację z ich życia. To nie w moim stylu. Nawet jeśli ta historia nadawałaby się na tasiemiec, ja po prostu nie potrafię ich tworzyć. Mimo to postaram się wyjaśnić wszelkie wątpliwości, a na koniec nie dodawać nowych, nierozwiązanych.

Tytuł będzie brzmiał "Wróć do domu"

Dodam jeszcze dwie ciekawostki:
1* Większość tekstu będzie z perspektywy Kamila - chciałam całość, ale jednak Fabian musi mieć swój udział.
2* Nie znajdziecie tam graficznych opisów seksu -  będzie tylko to, co jest potrzebne dla zrozumienia danych relacji. Nic więcej.

To zaledwie zapowiedź i gdyby nie pomysł z pierwszym kwietnia, nie wiedzielibyście. :) Standardowo nie mam pojęcia kiedy skończę. Jak będę w stanie określić dokładną datę wydania, dam Wam znać.

A na razie trzymajcie kciuki. Pozdrawiam serdecznie!
I przepraszam za wczoraj :)



1 kwietnia 2017

Z okazji dnia informacje! - Wróć do domu

Witam!

Chciałabym ogłosić, że jednak piszę drugi tom Wracaj do domu! Tym razem nazywać się będzie "Wróć do domu".

Oto dowód:


Prawda / fałsz ???

Zapraszam do dyskusji na temat jakże kreatywnych i pomysłowych nazw rozdziałów xD

Pozdrawiam!

PS. Chyba odkryłam w sobie sadystyczne pobudki :>

19 marca 2017

Wiersz "Geniusz artystyczny"

Tutaj jedna plama
Właśnie w tym kolorze
Tam druga o odmiennym odcieniu
Składanie obrazu od podstawy
Przez szkic
Figurę
Po miękkie pociągnięcie pędzlem
Tutaj cień założony
Tam dostrzeżony i zrozumiany
Godziny spędzone przy obserwacji
W ciszy
Albo w hałasie
Później ocena widza
Czy dostrzeże precyzje?
Zauważy namacalność kształtów?
Geniusz!
Twierdzi krytyk
Co za bazgroły!
Twierdzi laik
A ja
Patrzę na swe dzieło
I wśród rytmu barw
W kompozycji przedmiotów
Widzę własną twarz
Pochyloną nad książką
Czytającą historię sztuki
Odkrywającą perspektywę
Światło
Zrozumienie iluzji
Działanie jednego koloru
W stosunku do drugiego
Widzę godziny pracy
Więc
Co z tego
Że podążyłem własną ścieżką
Nazwano mnie geniuszem
Gdy najzwyczajniej w świecie
Jestem sfrustrowany
Że sztuka
Nie jest tchnieniem
Nie jest weną
Jest precyzją
Kunsztem
Wyuczeniem
A tylko nieliczni
Szaleńcy
Potrafią się w niej odnaleźć

16 marca 2017

Informacje

Witajcie.

Zakończyłam publikację Wracaj do domu. Na blogu możecie przeczytać wszystkie rozdziały za darmo, a jeśli chcecie zakupić ebooka, zapraszam -
klik.
Na chwilę obecną nie mam żadnego tekstu do wydania. W najbliższym czasie na blogu pojawi się trochę rysunków, wierszy mojego autorstwa, lub te przeze mnie znalezione.
Nie wiem kiedy będzie można się spodziewać Basisty. Jeśli już się pojawi, będzie on dopracowany na takim poziomie, na jaki mnie stać i ani gram mniej. Może to potrwać kilka miesięcy albo lat. Nie wiem. I wątpię czy napiszę w trakcie coś innego – nie chcę się już rozpraszać.
Od tego postu nie będę o Basiście więcej pisać. Gdy już będę mieć cały tekst i zaczną się ostateczne poprawki, powiadomię Was o tym i ustalę datę wydania. Nie wcześniej.
Do tego czasu pomyślę nad formą publikacji. Być może zrobię jak dotychczas, albo wstawię na bloga jedynie część (nie mniej niż połowa), a reszta będzie do kupienia.
Mam nadzieję, że chociaż część z Was zostanie. Jeśli chcecie, możecie podać kontakt (w komentarzu pod tym postem bądź na moim mailu), żebym mogła Was powiadomić osobiście, kiedy zacznę znów publikować. W końcu nie wszyscy będą zainteresowani obrazkami.

To chyba wszystko. Dziękuję za Wasze komentarze i obecność.
Pozdrawiam serdecznie,
Kyna

15 marca 2017

[10] Wracaj do domu

Pożegnanie

Koniec września zbliżał się nieubłaganie. Słońce coraz mniej grzało, a ziemia zaczęła okazywać pierwsze przygotowania do zimy w postaci krótszych dni i przekwitłych roślin. Nawet wiewiórki w lesie jakby wzmocniły swoją działalność. Często widziałem je na spacerach z Kamilem, śmialiśmy, że to są takie leśne ninja i zaraz zaczną w nas rzucać orzechami. Oczywiście to nigdy nie mogło mieć miejsca, w końcu potrzebowały jedzenia na zimę – wmawiałem sobie, jakby to był jedyny powód.
Dziś, dwudziestego dziewiątego września, szedłem na grób Piotra. Chciałem się pożegnać. Nie, żebym wyjeżdżał, nie zdążyłem jeszcze zarobić u Bartosza odpowiedniej kwoty. Z siostrą planowaliśmy opuścić wieś dopiero za rok, co było całkiem realne.
Nie miałem pojęcia dlaczego postanowiłem zrobić to dzisiaj, ale potrzebowałem tego. Nie miałem zamiaru zadawać sobie pytań i drążyć. Jeśli o tym pomyślałem, dobrze, niech się dzieje. Może i lepiej dla mnie.
Tym razem nie miałem problemu trafić na odpowiednie miejsce. Spojrzałem na krzyż, na datę i na Jezusa wiszącego nad nią. Dokładnie w tej kolejności.
Klęknąłem i, o zgrozo, uśmiechnąłem się do figurki. Siedziałem za kościołem, przy grobie wisielca, któremu ksiądz odmówił pochówku na cmentarzu i byłem pewien, że Bóg wcale się od Piotra nie odsunął.
Być może zwariowałem. Ale byłem pewien, że jeśli będę w to naprawdę wierzył, tak się stanie. W końcu co znaczy zdanie księdza? To tylko człowiek. Mający dodatkowo dziwne poglądy. Nie raz w niedziele nasłuchałem się jego kazań. Były okropne i w pewnym momencie przestałem słuchać, no bo ileż można o polityce? Co o n ma do tego? A do kościoła przychodziłem dla Boga, więc w tych momentach po prostu mówiłem do niego tak, jak nauczyła mnie boja babcia.
— Wyglądasz przerażająco — usłyszałem za sobą znajomy głos i drgnąłem nerwowo. Wciąż miałem tiki nerwowe po tamtej akcji z Rafałem. Większości już się pozbyłem, ale nie znosiłem jak ktoś zachodził mnie od tyłu.
— Wiem. — Spojrzałem na Adriana. Mężczyzna usiadł obok mnie. O dziwo nie miał piwa w ręku. Chyba pierwszy raz go tak widziałem. — Co cię tu sprowadza?
— Ty. Widziałem jak idziesz. — Uśmiechnął się i spojrzał na krzyż. — Okropne, że nie pochowali go na cmentarzu. Nie ma nawet pomnika, tylko ten badyl.
— On tu jest najbardziej potrzebny.
— Powinien mieć normalny grób — burknął.
— Nie zmienisz tego — westchnąłem. — Co tam u ciebie? Dawno cię nie widziałem.
— Próbowałem się otrząsnąć.
— Od?
— Od widoku ciebie. — Spojrzał na mnie znacząco. — Całującego tego biednego chłopaka Michlników. Mózg mi to zlasowało. Nie możecie znaleźć sobie jakiegoś miejsca wewnątrz, a nie po lasach łazicie?
Wybuchłem niepohamowanym śmiechem, a Adrian skrzywił się z obrzydzeniem, pewnie wspominając tamten incydent.
— On jest młodszy od ciebie osiem lat… Masakra — burknął.
— Nie mów, że nie podobają ci się osiemnastolatki — prychnąłem. — Nie uwierzę w to.
— No dobra, coś w tym jest, ale… — Przerwał, znowu się krzywiąc. — Dobra, mniejsza, kurwa, nie chcę o tym nawet myśleć.
Znów się roześmiałem radośnie. Na jego obrzydzenie nie zwracałem uwagi, cieszyłem się za to, że na swój dziwny sposób mnie akceptuje. Nigdy bym się tego nie spodziewał, w szczególności po nim. Zawsze był pierwszy do obrażania kogokolwiek, kto był chociaż trochę inny niż on sam.
— Jak tam żona? — zapytałem ciekawy. — Jeszcze z tobą wytrzymuje?
— Znowu planuje wyjechać do teściowej — wyznał, wzdychając ciężko. — Ale chyba zostanie... Skosiłem trawnik.
— O cholera, szacun.
— Nie drwij ze mnie…
— Nie, ale serio. Jestem ciekawy jak wygląda twoje podwórko, ciężko było zobaczyć coś przez te chaszcze… — przerwałem, gdy rąbnął mnie w ramię. Zaśmialiśmy się obaj.
Chwilę siedzieliśmy bez słowa, nasłuchując śpiewu jakiegoś ptaka. Nigdy nie byłem dobry w rozróżnianiu, który gatunek jaki wydaje dźwięk, ale ten konkretny zawsze kojarzyłem z Piotrem. Słuchaliśmy go, gdy pierwszy raz poszliśmy nad jezioro.
— A tak na poważnie… Przyszedłem cię znaleźć, żeby się pożegnać — powiedział nagle mężczyzna.
— Wyjeżdżasz?
— Na odwyk…
— Wow. Super! — ucieszyłem się szczerze, przyglądając się jego naburmuszonej twarzy.
— Tya. Będą wspaniałe wakacje. Wprost zajebiste.
— Będzie można cię tam odwiedzać?
— Nie jestem pewny… Chyba z początku nie.
— To daj znać, albo niech twoja żona da, obojętnie. Przyjadę do ciebie.
— Jasne. Dzięki. — Uśmiechnął się lekko, niemal z ulgą. Chyba potrzebował wsparcia kogoś jeszcze, zapewnienia, że dobrze robi. — Zabij mnie jak zrezygnuję.
— Nie będę musiał, myślę, że twoja żona zrobi to sama.
Tym razem Adrian roześmiał się głośno i ze szczerą radością. Obserwowałem go jak się powoli uspokaja i patrzy na mnie z błyskiem w oku.
— Tak. Uwielbiam tę kobietę.
***

Pokój Kamila lśnił czystością. Zapewne tylko z tego powodu, że jego rzeczy były spakowane do dwóch wielkich walizek, stojących obok drzwi. Już teraz współczułem jego kolegom w akademiku. Chaos, jaki wytwarzał ten chłopak wokół siebie, potrafił dać w kość. Kamil był naprawdę oporny pod tym względem, bo nawet jego matka, pedantka, nie mogła nic z tym zrobić.
Blondyn leżał na łóżku, z laptopem i grał. Gdy wszedłem, zaszczycił mnie jedynie zerknięciem, by się upewnić kto to i olał mnie na rzecz zabicia jakiegoś potworka. Westchnąłem ciężko i położyłem się obok niego, całując w policzek.
— Ile poziomów wbiłeś dzisiaj?
— Siedem — odparł krótko, wciąż skupiony na wirtualnej walce.
— Nie nudzi ci się to?
— Nie.
Prychnąłem zniecierpliwiony. Ja sam byłem anty wszelkim technologiom. Moi dziadkowie nigdy nie mieli pieniędzy na komputer, więc wychowałem się z dala od tego typu rzeczy. Czasem u Piotra przeglądałem Internet, ale to wszystko. Teraz miałem przyspieszony kurs tolerowania tego sprzętu w okolicy Kamila.
— Co to? — zapytałem, gdy potworek zniknął, a na ekranie pojawił się wielki napis Win. Wspominałem, że te wszystkie gry są po angielsku? Kamil nie miał zupełnie z tym problemu, ale jak dla mnie mogłyby być po chińsku, nie zrobiłoby to większej różnicy.
— Wygrałem.
— Zawsze wygrywasz, nie jest to banalne?
— Nie. Po prostu jestem dobry — odparł nieskromnie i zaczął walczyć z kolejnym potworkiem.
Zmarszczyłem nos niezadowolony. Jutro wyjeżdża, ale i tak ważniejsza dla niego była gra. Oparłem głowę na jego barku i polizałem go przez materiał bluzki. Może się w końcu oderwie od tego, nadzieja matką głupich.
— Adrian idzie na odwyk — powiedziałem i ugryzłem go lekko w ramię.
— Au, przestań — fuknął nawet na mnie nie zerkając. — Ten pijaczek?
— Tak.
— Skąd wiesz?
— Rozmawialiśmy dzisiaj. Przy grobie Piotra — dodałem, ciekaw czy wywołam tym jakąś reakcję. Może chociaż to go zainteresuje.
— Och. — Widziałem jego oczy przez jedną sekundę. — Po co tam poszedłeś?
— Pożegnać się. Więcej tam nie będę chodził. No chyba, że na rocznicę jego śmierci.
Chłopak posmutniał trochę, wgapiony w ekran.
— Na studiach nie będziesz mógł tyle grać — stwierdziłem z niejaką satysfakcją.
— Tam będę miał zajęte ręce czym innym.
— Wyrzeźbisz mnie kiedyś? — wymruczałem nisko.
— Może… — parsknął z rozbawieniem. — Twój akt z liściem na kutasie.
Skrzywiłem się w odpowiedzi. W sumie nie chciałbym, żeby oglądali mnie jacyś obcy ludzie. Nawet jeśli miałaby być to tylko jakaś rzeźba.
Byłem dumny z chłopaka, że postawił na swoim i wybrał wymarzony kierunek. Przez krótki moment, miesiąc temu, gdy miała miejsce rozprawa, skazująca winowajców kradzieży i napaści na mnie, baliśmy się, że Kamil też pójdzie do więzienia. Na szczęście miał jedynie odpracować niewielkie szkody, które zrobił. Uwzględniono, że sam zadzwonił po policję, przyznał się do win, chciał chronić mnie i do tego wszystkiego żałował – no i jako jedyny z winnej piątki miał przyszłość, która w tamtym momencie była w rękach sędziego.
— Kiedy twoi rodzice wrócą? — zainteresowałem się. Wiedzieli o nas, a ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, nie mieli nic przeciwko. Dowiedzieli się od Kamila, co chyba było dla mnie jeszcze większym szokiem, niż ich reakcja. Ale cieszyłem się, fajnie było czuć się akceptowanym.
— Wieczorem. Jak zwykle.
Jeszcze jakiś czas obserwowałem jak gra, po czym wpadłem na pomysł.
Bez ostrzeżenia wsunąłem mu rękę między uda, zaczynając masować jego jądra przez cienki materiał dresów i jednocześnie całując odsłoniętą szyję. Kamil mruknął coś niewyraźnie, wyginając się pod moim dotykiem. Przygryzłem delikatną skórę, wyrywając z jego gardła zduszony jęk. Uśmiechnąłem się, gdy usłyszałem zamykany laptop. Odsunąłem się na moment, by odłożyć sprzęt na ziemię.
— Fabian… — zaczął chłopak, gdy wróciłem do całowania jego szyi. — Ja… myślę o czymś już jakiś czas… I może… — urwał speszony.
— Hm? — westchnąłem w jego skórę.
Kamil objął mnie i pchnął na materac tak, bym wylądował na plecach. Pozwoliłem mu na to, zaciekawiony. Usiadł na moich udach i spojrzał z góry z zastanowieniem.
— Bo nie wiedziałem, czy jak coś spróbuję, to się nie wystraszysz… — zaczął nieco nerwowo. — Ale głupio mi o tym mówić…
Przekręciłem głowę, obserwując jego podniecony, ale też nieco przestraszony wzrok.
— Nie czytam ci w myślach, Kamil — powiedziałem, powoli gładząc jego uda.
— No… Nie moglibyśmy się zamienić? Zawsze jesteś na górze… a ja… chciałbym spróbować… no wiesz. — Patrzył na mnie z obawą. — Ale jak nie chcesz, to…
— Och… — Przez chwilę nie wiedziałem co powiedzieć. Nie myślałem, że tego chce, nigdy o tym nie wspominał, ani nie wykonywał żadnych gestów w tą stronę, ja też nie byłem gotowy, by samemu proponować.
— Zapomnij — powiedział nagle cały czerwony. Już się podnosił, żeby ze mnie zejść, gdy chwyciłem go za rękę i powstrzymałem.
— Kamil, to nie jest takie łatwe… — szepnąłem, czując, że też robię się czerwony. — Ale kiedyś nie miałem z tym problemu i… — Cholera, wysłów się, warknąłem w myślach. — Ufam ci… — dodałem szybko. — Ale nie wiem jak zareaguję, jak będziemy… — urwałem, chcąc się zapaść pod ziemię.
Niebieskie oczy patrzyły na mnie z mieszanką zażenowania, obawy i nadziei.
— Więc? — Przełknął ślinę. — Chcesz spróbować?
Z tą atmosferą będzie ciężko, pomyślałem. Ale z drugiej strony… Nie będziemy mieli długo takiej okazji, o ile w ogóle… Zacisnąłem wargi, czując nieodpartą chęć zatrzymania go przy sobie. Bałem się, że jak wyjedzie i zobaczy ile ma możliwości, więcej do mnie nie wróci.
Musiałem zadać sobie pytanie, czy byłem gotowy mu zaufać, że będzie się umiał zachować, jeśli stchórzę. Obawiałem się, że mogę wpaść w panikę, jeśli mnie tam dotknie. Ostatnie co pamiętam, to chłodną szyjkę butelki i przerażenie. Na samą myśl robiło mi się niedobrze.
— Chcę cały czas widzieć twoją twarz — powiedziałem drżącym głosem. — Nie chcę się tego bać… Ale jeśli powiem stop…
— Przestanę — powiedział chłopak stanowczo. Na jego twarzy pojawiła się nuta radości, co mnie samego z miejsca rozluźniło.
To Kamil, do cholery. Poznaliśmy swoje ciała, własne reakcje i niemal swoje myśli. Jeden aspekt nas do tej pory hamował, ale i to obaj chcieliśmy zburzyć, mimo, jak się okazuje, naszych wspólnych obaw.
Chłopak pochylił się do mnie i pocałował delikatnie. Zaczął masować moje barki powolnymi ruchami, pewnie chcąc, bym się trochę odprężył. Z pewnością czuł jak spinam, to rozluźniam mięśnie. Próbowałem skupić się na jego ustach, uczuciu ciepła, które bardzo powoli pojawiało się w moim ciele tuż obok strachu. Nie bałem się Kamila, a tego, że nie będziemy w stanie tego zrobić. Chyba bałem się samego strachu, a gdy tylko to do mnie dotarło, objąłem Kamila za szyję i pogłębiłem pocałunek. Chciałem go czuć, wiedzieć całym sobą z kim mam do czynienia.
Wsunąłem palce w jasne kosmyki, przytrzymując go i niemal miażdżąc nasze usta. Chłopak stęknął i podparł się ramionami tuż obok mojej głowy. Zaraz jednak zsunął niżej jedną rękę i wsunął ją pod materiał spodni i bokserek. Jego dłoń zaczęła masować penisa, a ja aż zadrżałem z podniecenia. Odsunąłem jego twarz, dysząc ciężko, gdy chłopak zaczął mnie masturbować mocno i wprawnie. Jęknąłem, wbijając głowę w materac. Moje ciało falowało, pragnąc spełnienia.
Zapomniałem o czymkolwiek i dopiero, gdy ruch na moim członku zelżał przed samą kumulacją, z niechęcią musiałem przyznać mu rację, że to był dobry pomysł, choć, kurwa, sam w tamtym momencie nie byłem pewien. Chciałem dojść!
Gdy Kamil zsunął się ze mnie i zaczął rozbierać z nieukrywanym triumfem na twarzy, spojrzałem na niego, próbując udać oburzenie. Wątpię, czy mi wyszło.
— Zobaczymy, czy będziesz się tak szczerzył, jak sam ci kiedyś tak zrobię — wydyszałem, pomagając mu ściągnąć ze mnie bluzkę. Chwyciłem zaraz po tym i jego koszulę, pociągnąłem do góry. Przez wakacje, gdy jakiś czas pracował ze mną na polu, nabrał trochę mięśni. Przesunąłem po nich dłonią z zachwytem.
— To w dobrej wierze — zaśmiał się i pchnął mnie na materac, samemu klękając po obu stronach moich nagich już bioder. Patrząc mi w oczy, zaczął powoli zsuwać luźne spodnie, które nie ukrywały jego erekcji. Zsunął je aż po trzon penisa i uniósł brwi. Opadł dwa razy na moje krocze, ocierając się o nie.
Chyba zapomniałem o oddychaniu. A uświadomiłem to sobie, gdy w końcu musiałem wziąć w płuca drżący z podniecenia oddech.
— Ty wężu przebrzydły — warknąłem, trochę zły, że mnie prowokuje. Chwyciłem za pasek jego spodni i pociągnąłem w dół. Moim oczom ukazał się półtwardy penis, którego, nie mogąc się powstrzymać, wziąłem do ręki. Aż drgnąłem, słysząc jak z ust blondyna wyrywa się westchnienie. Stwardniał niemal natychmiast, gdy dodatkowo ścisnąłem jego pośladki.
— Eeej… Nie dotykaj… — wymruczał z udawaną pretensją i kręcąc tyłkiem. Mógłbym go pożreć wzrokiem.
— Ściągaj te spodnie i weź lubrykant — poleciłem, czując jak serce wali mi młotem. Uczucie strachu znów się pojawiło, ale zdusiłem je w zarodku.
Kamil zeskoczył ze mnie, zsunął spodnie razem z bielizną i poszukał chwilę w szafce tego, o co prosiłem. Po krótkiej chwili rzucił we mnie tubką i wrócił na moje biodra, tym razem rozsuwając mi nogi i kładąc się pomiędzy nimi.
— Nie schrzań tego — mruknąłem, przymykając oczy.
— Nie zamierzam — odpowiedział z rozbawieniem. — Fabian?
— Hm?
— Patrz na mnie — szepnął mi do ucha i znów zaczął całować.
Myśl o jego ustach, myśl o jego ustach, powtarzałem, patrząc na niego z bliska i słysząc jak otwiera lubrykant, by wysmarować sobie nim palce. Napiąłem się, czując dotyk na pośladkach. Chłopak na razie położył tam dłoń i odsunął nieco głowę, by spojrzeć mi w twarz.
— Spokojnie — szepnął. Jego opanowanie powoli zaczynało mi się udzielać, gdy leżeliśmy tak, patrząc na siebie. — Mogę?
Kiwnąłem głową, ale zaraz znów się napiąłem, gdy podrażnił moją dziurkę. Sapnąłem, zły na siebie za tą reakcję. Kurwa, przecież nic mi wtedy nie zrobili. Nie mogę tak reagować!
— Fabian, patrz na mnie — usłyszałem z góry stanowczy głos chłopaka, gdy zacząłem zamykać oczy, nie chcąc, by mnie widział w tym stanie. — Fabian…
— Nie dam rady… — jęknąłem żałośnie.
Chłopak zabrał rękę i cmoknął mnie w usta. Zaczął coś szeptać, żebym się uspokoił. Drżałem pod nim i chyba nawet zacząłem płakać. Zupełnie nad sobą nie panowałem.
— Nienawidzę go… — powiedziałem, rozklejając się zupełnie. — Czasem seks… na dole nie był jakoś specjalnie przyjemny… ale nigdy się go nie bałem…
— Nie musimy — szepnął chłopak, nadal próbując zachować spokój.
— Chcę do cholery — warknąłem. — Nie chcę się bać. Chcę, żeby to było normalne… naturalne… jak wcześniej. Tylko nie wiem jak to zrobić…
— Może… na siłę? — powiedział niepewnie. — W sensie wsadzić palec na siłę, nawet jak się zaciskasz. Nie powinno aż tak boleć… To głupi pomysł — uznał od razu.
Przez jakiś czas trawiłem to, co powiedział. Nasze podniecenie opadło, pozostawiając po sobie frustrację. Nie chciałem, żeby tak się to skończyło. Spojrzałem w jego błękitne oczy, dostrzegając w nich smutek i jakiś rodzaj współczucia. Żadnej złości, żadnych pretensji, o co niemal byłem wdzięczny.
— Daj rękę — poprosiłem. — Nie tą, tą z lubrykantem.
Pozwolił mi poprowadzić jego dłoń do mojego wejścia. Sam nakierowałem palec chłopaka w odpowiednie miejsce i pchnąłem do środka. Denerwowałem się, przez co też zaciskałem niepotrzebnie, ale to było w miarę kontrolowane. Odetchnąłem ciężko, czując jak porusza się we mnie na próbę.
— Jesteś niesamowity… — szepnął, unosząc się nieco, by ułatwić nam zadanie.
— Pocałuj mnie — poprosiłem, obejmując go mocno i teraz zdając się na jego inicjatywę. Najgorsze było za nami, tak mi się zdawało.
Powoli się rozluźniałem, gdy całował mnie czule i przygotowywał na dole. Nie minęło wiele, gdy mógł wsunąć we mnie drugi, a później trzeci palec. W pewnym momencie znalazł czułe miejsce w moim wnętrzu, sprawiając, że wygiąłem się pod nim i zajęczałem przeciągle. Gorączka podniecenia wróciła do naszych ciał, sprawiając, że jeszcze mocniej się na niego otworzyłem. Nie było już chłodu wspomnienia, bo dotyk, który teraz otrzymywałem był zupełnie inny, przyjemny i sam na niego pozwoliłem.
— Kamil… — jęknąłem, czując gorąco i witając z radością powrót moich starych reakcji. Nie spinałem się już, za to zaczynałem pragnąc więcej. — Już możesz…
— Tak… — wydyszał mi przy uchu.
Czułem i widziałem jak bardzo podnieciła go ta penetracja. Podziwiałem go za samokontrolę. Ja sam nie wytrzymałem przy naszym pierwszym razie. A to on jest tym młodszym podobno.
Pozostałem na plecach, bym mógł widzieć jego twarz. Materac za plecami dawał mi potrzebne w tamtym miejscu oparcie psychiczne. Kamil ustawił się nade mną, a gdy oplotłem jego biodra nogami, wszedł we mnie powoli, patrząc w oczy i próbując odczytać w nich, czy sprawia mi ból. Widziałem jak zaciska szczękę i napina mięśnie, gdy jego ciało chciało przyspieszyć, a on je powstrzymywał. Zadrżał, gdy wsunął się we mnie cały i przymknął oczy, dysząc ciężko.
Był piękny. Leżałem pod nim, ufając, że nie straci kontroli i że nie zechce sprawić mi bólu. Czułem jak mnie rozpiera, ale teraz niosło to za sobą jedynie dziwną przyjemność. O strachu już nie pamiętałem.
— Możesz… — szepnąłem. Zadrżał, gdy chwyciłem go za kark i delikatnie przejechałem po nim paznokciem. Wiedziałem, że to uwielbiał.
Wysunął się ze mnie ostrożnie i pchnął znowu.
— Ja pierdole — warknął, wciąż zaciskając mocno oczy. — Fabian… ja… — Znów się zatrzymał. — Nie dam rady… się kontrolować… — wydyszał cały czerwony.
Chryste…
— Kamil, do cholery, pieprz mnie po prostu — warknąłem bezmyślnie.
W pierwszej chwili jęknąłem boleśnie, gdy zaczął poruszać biodrami, wciąż jednak hamując swoje reakcje. Później, gdy zdołałem się rozluźnić i zachęciłem do mocniejszego tempa, zapomniał się zupełnie. Ja zresztą też. Trochę bolało, ale i tak było kurewsko dobrze. Chłopak zaczął mnie dodatkowo masturbować.
Obaj spalaliśmy się szybko. Jakimś cudem orgazm dosięgnął mnie prędzej od niego, ale i tak, czując moje zaciskanie, nie wytrzymał. Doszedł z moim imieniem na ustach i to było cholernie satysfakcjonujące.
Jeszcze po żadnym seksie nie byliśmy tak wykończeni fizycznie i psychicznie. Chłopak dochodził do siebie, wciąż na mnie leżąc. Ja uspokajałem oddech, bawiąc się jego włosami. Byłem rozleniwiony i szczęśliwy, że dopięliśmy swego. Obaj.
— Dziękuję — szepnąłem.
Kamil uniósł głowę i spojrzał mi w oczy cały rozpromieniony. Pocałował mnie leniwie.
— Ja też, Fabian. Uwielbiam cię — zaśmiał się radośnie, mrużąc przy tym oczy. — Jak ja cię teraz tutaj zostawię?
— Nie mam pojęcia.
— Jedź do Warszawy — szepnął, patrząc mi w oczy. — Tak jak ja.
— Nie wiem, kochanie. Tam są drogie czynsze… — jęknąłem. Znów wszystko rozbijało się o pieniądze. O rzeczywistość. Mogłem mieć jedynie nadzieję, że nasze szklane złudzenia nie pękną, bo wtedy już nie będzie szans na pozbieranie wszystkiego do kupy, na chęć walki z przeciwnościami.
Chłopak przewiercał mnie wzrokiem i vice versa. Obaj zapamiętywaliśmy tę chwilę, chcąc, jeszcze po jego wyjeździe, mieć ją wyrytą głęboko w umysłach.
Czas niemal się zatrzymał.
— Poradzimy sobie, nie? — zapytał z nadzieją.
— Tak. — Uśmiechnąłem się. — Myślę, że tak.


KONIEC

"O jaki świat dziś walczysz?
Jaki świat ci się marzy?

[...]
Z życzliwym wielkim sercem idź teraz proszę w świat

[...]
Uciekaj chłopcze od wielkich idei co
Niczym bajeczne race płoną nad moim miastem

[...]
Biegnij dalej sam
Żeby sprawdzić komu ufać
Kogo mijać i się bać"

13 marca 2017